Karoca dla księżniczki kupiona. W czasach, które roboczo nazywam „za kawalera”, słowo trójkołowiec kojarzyło mi się zawsze z pewnym wydarzeniem miłosnym, angażującym do udziału trzy osoby. To jedno z takich wyzwań, które stawia sobie każdy dorastający młodzieniec, a które spełnia się tylko w amerykańskich filmach. Dalej wyjaśniać nie muszę.
Od dzisiaj trójkołowiec będzie mi sie już na zawsze kojarzył z pojazdem, który kupiliśmy dla naszego Robaczka. Pewnie gdzieś tam w świadomości pozostanie znaczenie tego słowa z lat młodzieńczych, ale do rzeczy.
Wózek dla maluszka można określić jako All in One – wszystko w jednym. Składana rama, prowadzona na trzech kółkach, zapewnia stabilną podstawę dla nadwozia. Trójkołowiec oferuje możliwość wymiany budy występującej w trzech wariantach: wózek głęboki, spacerówka i absolutny hicior – fotelik do samochodu, który również montuje się na wózku. W tym ostatnim wariancie wózek wygląda nieco drapieżnie, ale takie rozwiązanie uważam za mega funkcjonalne. Dodatkowego dynamizmu w wyglądzie, i prowadzeniu mam nadzieję, dodają dwa koła zamocowane blisko siebie na przedniej osi.
Z kobiecego punktu widzenia najbardziej wystrzałowym elementem wózka jest czerwona kokarda. Ponoć coś czerwonego musi być. Tak gadają. Pozostając przy kolorach granat w groszki doskonale komponować się będzie z moimi wiosennymi mokasynami i jeansową koszulą a marynarskie pasy z Gosi letnimi sukienkami.
Jazda testowa odbędzie się na początku maja 2014 roku. Już zaczynamy planować pierwszą trasę. Za wózek dziękujemy sponsorowi. Dziadkom.
Wpadnij zajrzeć co słychać u nas na Facebooku. Może zostaniesz na dłużej?

