Słoneczne popołudnie. Plac zabaw jak każdy inny. Na drewnianej konstrukcji ze zjeżdżalnią szaleją dzieciaki. Wśród nich mój Robaczek. Nikczemny wzrost i najmniejszy staż nie przeszkadzają jej w dość odważnym manifestowaniu obecności. Jestem w zasięgu, czuwam żeby nic nie nabroiła. Dołącza do nas para rodziców z dwójką dzieci. Podrostki, na moje oko 4 i 7 lat. Zaczynają puszczać bańki mydlane. No i się zaczęło…
Part One
Patrzę na mamuśkę i widzę, że jakaś taka spięta, poddenerwowana chodzi. On, głowa rodziny (technicznie rzecz ujmując był ze dwie głowy mniejszy od niej) stoi nieco z boku. Zamyślony. Mały biega wokół drewnianego domku, puszczając bańki. Potyka się, upada i uszkadza urządzenie do baniek. Zaczyna płakać. Matka z prędkością światła porywa go z ziemi do pozycji stojącej i objeżdża z góry na dół, że popsuł, że teraz to już nic nie będzie, że koniec zabawy, że jego wina. No tak, mały, głupi niezdara. Chyba tylko tego zabrakło w tym ciągu uwag pod kierunkiem małego obywatela.
Koniec części pierwszej.
Part two
Nie mija kilka minut znowu zaczyna się akcja. Rozgoryczony mały gryzie mamę (UWAGA: drodzy rodzice malutkich, bezzębnych dzieci oraz przyszli rodzice – wasza pociecha prędzej czy później ujawni instynkt małego zabójcy i gwarantuje wam, że małe, ostre jak szpilki zęby pójdą w ruch. Takie życie). Wracajmy do naszej akcji. Mały gryzie. Atak następuje w okolicach kolana. Rodzicielka nie myśli za długo. Jedną ręką przytrzymuje malucha, a drugą wymierza precyzyjny cios w tyłek. Nie żaden klaps. Całkiem solidne jebnięcie małego w dupę tak, że aż go wygięło. Mały łka na klęczkach, a mama zawija imprezę do domu. On, głowa rodziny (po nieco dłuższej obserwacji, ujmując rzecz technicznie był z półtora głowy mniejszy od niej) stoi nieco z boku.
Koniec części drugiej.
Epilog
Kurwa. Albo nie. Niech będzie kurwa mać. Gardzę rodzicami, którzy w relacjach z dziećmi stawiają na ton głosu i retorykę zbliżoną do komunikacji na linii dresiarz i jego pitbull. Do pionu, krzykiem, za szmaty, a jak nie to do domu. A nie daj boże zrób coś nie tak. Od razu po dupie. Gardzę. On, głowa rodziny, stoi nieco z boku. Na komendę „do domu” reaguje posłusznie.
Codziennie widzimy się na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.
Autorem zdjęcia jest stevepb | źródło pixabay.com

