Korfu, Grecja. Jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie. Lazurowa, ciepła woda, delikatnie rozbijające się o piaszczyste plaże fale, ledwie wyczuwalna morska bryza, aż chce się zamknąć oczy i odpłynąć na chwilę. Jesteśmy na wakacjach z dzieckiem. Opcja wylegiwania się na leżakach i oddawanie lekturze nie do końca wchodzi w grę. Budujemy zamki z murami wzmacnianymi kamieniami i wszystkim, co wyrzuciło morze. Szukamy muszelek (jedyna, którą znaleźliśmy należała do ślimaka), zasypujemy się po pas w wykopanych dołach. Luz. Tak w końcu powinny wyglądać wakacje. Beztrosko. W morzu oczywiście też się kąpiemy. Mała ma na sobie koło, ale zawsze jest obok niej któreś z nas. Bezwzględnie.
Obok bawi się dziewczynka. Na moje oko jakieś 4 – 5 lat. Zakłada koło i wchodzi do wody. Mama ze stoickim spokojem patrzy na córkę. Po chwili kładzie się na ręczniku i kontynuuje smażenie cycków. Mała przeskakuje jedną falę, potem drugą i sprytnie dociera do miejsca, w którym może się spokojnie unosić. Nie dotyka już dna. Kątem oka obserwuję sytuację. Dziewczynka się pluska, pokrzykując coś radośnie. Mama od czasu do czasu spogląda na wodę, a to wraca do leżenia, a to rozmawia z koleżanką. Idylla trwa. Z każdą falą mała odciągana jest od brzegu. Nie wiem, jak jest daleko. Nie potrafię ocenić odległości więc nie będę wprowadzał sztucznego dramatyzmu, że jest już 50, 100 czy 300 metrów od plaży. Mama, w przerwach pomiędzy rozmową z koleżanką a dalszym smażeniem cycków, zerka w kierunku dziecka. Patrzę na dziewczynkę i zastanawiam się czy będę w stanie zareagować. Czy zdobędę się na odwagę żeby płynąć w jej stronę, jeśli coś się stanie. W takim myśleniu nie ma nic z bohaterstwa. Człowieka ogarnia raczej strach przed tym, że jeśli zauważy coś niepokojącego, to teoretycznie jest najbliższą osobą, która mogłaby zareagować. Stoję zatem po pas w wodzie i obserwuję małą. Przez chwilę pomyślałem nawet, że może podejdę do pani mamy i zapytam czy nie martwi ją, że córka bawi się w takiej odległości i wydaje się odpływać jeszcze dalej. Nieoczekiwanie mama leniwie podnosi się, zabiera z sobą dmuchane rękawki do pływania i wchodzi do wody. Płynie w kierunku małej. Mija dłuższa chwila zanim dociera do córki. Zakłada jej rękawki i wraca z powrotem na leżak. Pacze i nie wierze. Na litość boską. Wszelkie koła, rękawki i tego typu akcesoria to tylko wspomagacze do unoszenia się na wodzie. Nie wierzę, że stanowią wystarczającą gwarancję bezpieczeństwa na wodzie. Tym bardziej dla kilkulatka.
Mama wróciła smażyć dalej cycki, a dziewczynka leniwie podryfowała do brzegu. Dzień z happy endem. Następnego dnia mijaliśmy na plaży tę rodzinkę hardcorowych pływaków. Poprosiłem Gosię żebyśmy rozbili obozowisko nieco dalej. Przyjechałem na wakacje odpoczywać z własnym dzieckiem, a nie stresować się brakiem wyobraźni innych rodziców.
Trzy razy widziałem topielca. Kiedy miałem kilka, może kilkanaście lat, na miejskim basenie utopił się jeden z naszych rówieśników. Nie wiem jaka jest oficjalna wersja tej tragedii. Pamiętam jednak, że mówiono wtedy coś o nieumyślnym popchnięciu chłopaka do wody, a ten miał zakrztusić się jedzeniem. Z odległości kilku metrów, razem z kolegami, obserwowaliśmy reanimację chłopaka. Drugi i trzeci raz miały miejsce tego samego dnia. W jeden dzień morze wygrało ze śmiałkami. Widziałem akcje reanimacyjne obu.
Zawsze miałem respekt do wody. Wszelkiego rodzaju dzikie kąpieliska, zachęcające do wskoczenia, rzeki i rzeczki, jeziora czy w końcu morze. Woda to woda, a o tragedię nie trudno. Bawimy się, wygłupiamy, ale zawsze z tyłu głowy jest bezpiecznik, który cały czas jest w stanie gotowości. Szczególnie kiedy nad wodą jesteśmy z dziećmi. Chuj mnie jednak trafia, gdy nad wodą widzę rodziców, których mózg przechodzi w tryb uśpienia wraz z rozłożeniem się wygodnie na ręczniku czy leżaku pod parasolem.
Na początku pomyślałem sobie, że to nie najlepsza pora na moralizatorskie wpisy poświęcone bezpieczeństwu dziecka nad wodą. W końcu sezon letni za nami. Z drugiej jednak strony, zanim znów zrobi się u nas ciepło, pewnie nie raz odwiedzicie z dzieciakami basen, park wodny czy wybierzecie się gdzieś w cieplejsze rejony, poleniuchować trochę. Wierzę w Waszą inteligencję. Uważajcie na siebie, a przede wszystkim na dzieciaczki, których wyobraźnia często nie obejmuje zagrożeń,jakie niesie z sobą woda.

