Wyobraźcie sobie następującą scenę: samochodem podróżuje rodzinka. Ojciec prowadzi rozmowę z z córką na temat książki, którą ostatnio przeczytała. Dyskusji przysłuchuje się jedno z młodszych dzieci. Na moje oko ma jakieś 4 – 5 lat. Gdy w trakcie rozmowy pada słowo „gwałt”, mały z zainteresowaniem pyta taty:

Co to znaczy “gwałt”? 
– Kiedy osoba, zazwyczaj mężczyzna, zmusza inną osobę, zazwyczaj kobietę, by odbyła z nim stosunek seksualny.
Co to jest “stosunek seksualny”?
– Kiedy mężczyzna wkłada swojego penisa w pochwę kobiety.
Dlaczego mężczyzna miałby wkładać swojego penisa w pochwę kobiety?
– Ponieważ może to dać obojgu przyjemność. I ponieważ połączenie męskiej spermy z komórką jajową może dać dziecko i przedłużyć ludzki gatunek.
Ale to jest to czym ona siusia?
– Mocz nie wychodzi z pochwy tylko z cewki moczowej, która znajduje się na wierzchniej części warg sromowych. Ale generalnie rzecz ujmując, tak to jest to, czym ona siusia.

I co, kopary opadły? Teraz przyznajcie, kto z was zaczął pukać się w głowę myśląc – Jezus Maryja, co za typ! albo Jebnięty jakiś, jak tak można z dzieckiem rozmawiać?! No, łapki w górę robaczki. Wiecie co sobie pomyślałem po usłyszeniu tego dialogu? Wow, co za zajebiste podejście do tematu. Zero spychologii, zero wymijających opowieści dziwnej treści czy prób skierowania myślenia dziecka na inne tory. Prosto i do celu. Uwielbiam takie podejście do wychowywania dzieci. Sytuacje gdy rodzic zadaje sobie ten trud żeby odpowiedzieć na nawet najbardziej skomplikowane czy często-gęsto absurdalne pytanie. To właśnie takie rozmowy dają nam możliwość zadecydowania czy chcemy aby dziecko zadowoliło się pierwszą lepszą, wymyśloną naprędce odpowiedzią (która najczęściej bywa kłamstwem, bo przecież nie chcemy żeby dzieciak drążył temat bo jest za mały, bo za wcześnie jeszcze, albo bo po prostu nie chce nam się tłumaczyć) czy też skłaniamy się bardziej ku stymulowaniu jego ciekawości. Jeśli włożymy wysiłek w to żeby w prostych słowach rzetelnie odpowiedzieć na pytanie możemy liczyć na to, że w ślad za naszą odpowiedzią pójdzie kolejne pytanie podyktowane właśnie ową ciekawością. To z kolei może przerodzić się w całkiem interesującą rozmowę, z której nasz pociecha będzie mogła wynieść zawsze jakąś wiedzę.

Kiedy podczas usypiania małej nocną ciszę przerywa sąsiad walący jak pojebany młotkiem w ścianę pada pytanie: – O, a co to? – Coś tam puka sobie, nieważne kochanie, śpij bo rano do przedszkola…bla bla bla. Brzmi całkiem naturalnie, prawda? Mamy pytanie, na które nie chce mi się odpowiadać bo jest już późno i od razu odpowiedź, która ukróca całą dyskusję. Koniec kropka. Nie tędy jednak droga. Zawsze pozwalam małej pytać i za każdym razem dokładam wszelkich starań żeby dostarczyć jej odpowiedzi. Dyskusja trwa tak długo, aż w końcu zadowoli się przekazaną dawką informacji albo zmęczy się drążeniem tematu. Jako rodzic czuję się odpowiedzialni za to żeby dzielić się z dzieckiem wiedzą. Nie ważne czy dyskusja kręci się wokół wbijania gwoździa w ścianę czy wyjaśnianiu dlaczego nie możemy wyjść na pole (uwaga: pole = dwór, zewnątrz, etc.) bo akurat jest smog (wyjaśnienie 3 latkowi jaka jest różnica między smogiem a smokiem to prawdziwy hardcore. Często wychodzi z tego smog wawelski). Nigdy nie odpuszczam ponieważ chcę żeby moje dziecko pytało. Chcę by czuło naturalną potrzebę drążenia tematu, zadawania pytań, nawet tych trudnych. W takim podejściu widzę kolejną płaszczyznę do budowania szczerych i przyjacielskich relacji opartych na wzajemnym szacunku. Pisałem już o tym w poprzednich postach. Często powtarzam również, zarówno w ramach bloga jak i w gronie znajomych, że cały czas dokładam starań by rozwijać w małej ciekawość i pokazywać, że jest wiele odpowiedzi na jeden temat czy też na zadane pytanie, a tym samym zawsze istnieje wiele scenariuszy i możliwości wyboru. Pokazuję jej w ten sposób, że wcale nie musi postępować i poruszać się w ramach utartych i obowiązujących schematów, ale że powinno sama poszukiwać rozwiązań. Nawet jako 3 latek.

Dialog zamieszczony na początku tekstu pochodzi z filmu Captain Fantastic (Matt Ross, 2016). Obejrzyjcie trailer poniżej. Koniecznie.

 

Codziennie widzimy się na Facebooku. Wpadnij do nas i zostań na dłużej.