Podczas konferencji blogerów See Bloggers w Gdyni w dniach 25 – 26 lipca, uczestniczyłem w warsztatach „Poczuj zabawę na własnej skórze„, organizowanych w strefie parentingowej, której głównym sponsorem był Pampers. Spotkanie, w merytoryczny i jednocześnie inspirujący sposób, prowadziły specjalista neonatolog i pediatra dr n. med. Małgorzata Gołkowska, terapeutka integracji sensorycznej dr Katarzyna Sempolska oraz pielęgniarka pediatryczna, której imienia zapomniałem…
Na warsztatach dowiedziałem się sporo ciekawych i wartych wdrożenia informacji o roli masażu w rozwoju dziecka, o zmyśle dotyku, szczególnej funkcji, jaką w życiu dziecka pełni skóra, a także o sposobach stymulowania rozwoju dziecka właśnie poprzez dotyk.
Domowe zabawki sensoryczne
Po raz kolejny potwierdziła się zasada mówiąca o tym, że najprostsze rozwiązania często okazują się najlepsze. Piszę to w kontekście ćwiczeń i gadżetów wpływających na rozwój dziecka przez odpowiednie stymulowanie zmysłu dotyku. Okazuje się, że proste zabiegi masowania bobasa można wykonać z pomocą absolutnie podstawowych przedmiotów, znajdujących się w zasadzie w każdym domu. Mega ciekawym pomysłem jest umieszczanie materiałów o różnych fakturach w drewnianych ramkach. Może to być ręcznik, szorstka gąbka, śliska szmatka czy kawałek ubrania. Takie domowe panele sensoryczne służą do stymulowania stóp i dłoni dziecka, a kiedy jest większe można wykorzystać je np. jako grę „super pamięć (czy super memo)”, gdzie maluch wyszukuje dwóch ramek z takim samym materiałem. W zasadzie pomysłów na domowe zabawki sensoryczne jest co niemiara. Mogą być nimi nawet plastikowe tuby do nawijania loków (nie wiem jak nazywa się to fachowo) czy zwykła mata antypoślizgowa, którą używamy w łazienkach, w roli tzw. ścieżek sensorycznych.


Ciekawym sposobem na stymulowanie zmysłów i pobudzanie dziecka do rozwoju okazują się być owoce do mrożenia. Nie takie prawdziwe, tylko te, które kupić można w kształcie silikonowych form wypełnionych żelem. Takie owoce można podzielić na dwie kupki. Pierwszą zamrozić, a drugą podgrzać, np. pozostawiając na słońcu lub w ciepłym miejscu. Następnie miesza się wszystkie owoce i daje maluchowi do zabawy zachęcając, aby zaczął oddzielać je od siebie, kierując się różnicami temperatur.

Siła masażu
O znaczeniu i zbawiennym wpływie masażu na rozwój dziecka było mówione sporo. Nauczyłem się, że szaleństwa z Mią, które nie raz sprawiają, że krzyczy i denerwuje się, próbując wydostać z moich objęć, stanowią cenną formę masażu. Dziecko, aby uwolnić się z „przytulenia”, musi wyzwolić w sobie jak najwięcej energii, w zamian jej organizm otrzymuje cenną dawkę pozytywnych bodźców, wspierających prawidłowy rozwój.
Pieluszki Pampers to chyba nie nasza bajka
Podczas interesujących warsztatów dla rodziców, zapytany o doświadczenie w pielęgnacji dziecka, miałem okazję podzielić się opinią na temat pieluszek Pampers, które zagościły dwukrotnie w naszym domu.
Dyplomatycznie wyjaśniłem, że nie spełniły one naszych oczekiwań ze względu na uciekającą bokami zawartość. Dodałem również, że taka informacja pojawiła się swojego czasu na moim fanpage i wywiązała się pod nią całkiem gorąca dyskusja. Niestety bez udziału firmy.
Nie oczekiwałem w zasadzie, że Pampers włączy się do dyskusji pod wpisem. Rozumiem, że słowo pampers, ze względu na siłę marki, w dyskusjach internetowych może być stosowane równie dobrze jako potoczne określenie, w kontekście dyskusji o jakichkolwiek innych pieluszkach (podobnie, jak na sportowe buty mówimy adidasy, a na piecyk gazowy Junkers). W takim przypadku monitorowanie wzmianek o markach w Internecie faktycznie może stanowić wyzwanie. Ok, było – minęło.
Oczekiwałem jednak, że biorąc udział w podobnym spotkaniu czy warsztatach firma będzie przygotowana na różne doświadczenia uczestników z tych czy innych produktów. Nie zawsze na sali znajdą się sami szczęśliwi rodzice, których dzieci bez problemów użytkują dane produkty, w tym wypadku pieluchy. W odpowiedzi na podzielenie się wrażeniami ze stosowania pieluszek w naszym domu, otrzymałem informację zwrotną, która brzmiała mniej więcej tak: Cenimy sobie opinie rodziców, mógł Pan zadzwonić na infolinię albo wysłać email. Słabo. W sumie żadna to odpowiedź.
Temat nie był jakoś szczególnie kontynuowany. Nie mieliśmy okazji pogadać dłużej. Może wina użytkowania leżała gdzieś po naszej stronie? Może problem leżał w nieodpowiednim doborze produktu? Nie wiem i nie dowiedziałem się tego również podczas spotkania. Szkoda.
Dostałem w prezencie opakowanie pieluchomajtek dla Mii do przetestowania. Może trzeci raz okaże się przełomowy. Tak czy inaczej, z całą pewnością podzielę się tą informacją na blogu, Fejzbuku albo innych Twitterach.
Pamiętaj żeby odwiedzić nas Facebooku. Do zobaczenia.


