Piątek, piąteczek, piątuniu. Po przejechaniu jakiś 30 km przez miasto podczas powrotu z pracy, zaliczając wszystkie czerwone światła, niezliczoną ilość objazdów i omijając kilku szeryfów porządku na drogach, dotarłem do punktu zbiórki z rodziną. Celem naszej wspólnej wycieczki był pobliski supermarkiet. Lepiej zrobić zakupy w piątek i mieć w sobotę więcej czasu. Taka życiowa mądrość pokroju Pałlo Kołejlo. No i pojechali do Carrefoura.

Bez zbytniego wchodzenia w szczegóły weekendowych zakupów, przejdę od razu do sedna tej opowieści. Polując na kasę rzucił nam się w oczy punkt oznaczony jako „Kasa rodzinna”. Nigdy wcześniej nie zwróciłem na nią uwagi. No i spoko. Są kasy ekspresowe dla posiadaczy mniej niż 10, 15 czy 20 artykułów, kasy samooobsługowe, kasy pierwszeństwa np. dla kobiet w ciąży oraz kasy dla płacących kartą lojalnościową czy tylko gotówką. Z reguły ustawiam się w kolejce i cierpliwie czekam. Tym razem bez większego zastanowienia stanąłem naprzeciw kolorowego napisu nad kasą. Założyłem, że to miejsce wręcz dedykowane dla rodziców z dziećmi. W teorii nie mogło być inaczej.


Carrefour wprowadził do swoich hipermarketów kolejne udogodnienia dla klientów. W 67 największych sklepach sieci w Polsce, osoby robiące zakupy z dziećmi mogą już korzystać z oferty specjalnych kas rodzinnych. Nowe boksy kasowe zostały zaprojektowane w taki sposób, aby zakupy nawet z kilkoma pociechami przebiegły szybko i sprawnie. Oprócz kolorowego wystroju, nowe kasy oferują również, m.in. podesty ze schodkami, dzięki którym dzieci mogą brać czynny udział w wykładaniu i pakowaniu zakupów.

[Kasy rodzinne w hipermarketach Carrefour. Komunikat prasowy 26.05.2015]


Po chwili zorientowałem się, że zakupowiczom przede mną nie towarzyszą jednak dzieci. Od razu załapałem, że kasa rodzinna, choć słuszna inicjatywa, to cwaniaczki i janusze zakupów bez najmniejszych skrupułów pchają swoje obładowane po brzegi wózki do tego miejsca. Bo szybciej. Przede mną młody Janusz z wózkiem wyładowanym jakby robił zapasy i szykował się na pierdolnięcie tsunami, powódź stulecia, uderzenie meteorytu czy inwazje obcych. Z wózka aż się wysypywało. Butelka wódeczki takiej, butelka wódeczki srakiej, zgrzewki napojów, kilka piwek, jakieś kiełbaski. Chuj nie kasa rodzinna! To jakiś jebany grill szykował się wieczorem, a nie rodzinne zakupy. Gdzie moja możliwość wygodnego i szybkiego sfinalizowania zakupów [Kasy rodzinne w hipermarketach Carrefour. Informacja prasowa 25.05.2015] w momencie, kiedy zdecydowałem się przyjść do sklepu z dzieckiem?

No dobra, przesadziłem. W końcu jako rodzic nie oczekuję zbyt wiele od otoczenia. Ba! W zasadzie to nie oczekuję niczego. Jest miło, jeśli mogę skorzystać z udogodnienia dla posiadaczy dziecka, ale jeśli go nie ma, to radzę sobie jak każdy inny śmiertelnik. Proste. Jednak jeśli już ktoś wyszedł z inicjatywą, żeby umilić rodzicom zakupy w sklepie czy np. ułatwić parkowanie w dedykowanym dla nich miejscu na parkingu (przeważnie kilka miejsc na setki, jak nie tysiące dostępnych w galeriach handlowych), to po cichu liczę, że faktycznie dane mi, jako rodzicowi będzie z tego skorzystać. Byłoby miło.

Jeśli nie jesteś w ciąży, a korzystasz z kasy pierwszeństwa, nie masz dziecka, a zajmujesz rodzinne miejsce parkingowe albo ustawiasz się do dedykowanej rodzinom kasy w sklepie, pomimo że jesteś sam albo z dziećmi masz chuja wspólnego, to jesteś zwykłym kutasem. Dla zainteresowanych rodzaj żeński powyższego określenia pozostawiam do wyboru.

Codziennie widzimy się na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.