Obiecałem sobie, że na blogu będę trzymał się z daleka od tematu aborcji, eutanazji i wynalazków pokroju Conchity Wurst. To takie przypadki, o które można bić pianę do końca świata i o jeden dzień dłużej. Na horyzoncie jednak pojawił się ostatnio równie gorący temat. Pigułka "dzień po", która dostępna będzie w aptekach bez recepty. Hulaj dusza, piekła nie ma!
Mieszkając przez jakiś czas w Anglii, zauważyłem, że na seks nigdy nie jest za wcześnie. Jeśli mówimy, że w Polsce wiek inicjacji seksualnej staje się coraz niższy, to na Wyspach sięgnął już bruku. Ale co tam, ciąża dziewczętom nie straszna bo pigułki z serii „dzień po” dostępne są tuż za rogiem. Czasem za darmo, jeśli dana placówka posiada na stanie, czasem za symboliczne 20 funtów. I jakoś się kręci.
Fajnie, że stajemy się tacy zachodnioeuropejscy i jak w każdym cywilizowanym kraju antykoncepcja awaryjna będzie na wyciągnięcie ręki. Od teraz, kiedy on nie założy gumki, zapomnisz o tabletkach antykoncepcyjnych lub po prostu pójdziecie na całość, zawsze będzie plan B w postaci pigułki „dzień po” (bez recepty). I jakoś się będzie kręcić.
Ale… odbieram to jako taką drogę na skróty. I wina nie leży tu bynajmniej po stronie zażywającej tabletkę, tylko osób / instytucji odpowiedzialnych za wprowadzenie antykoncepcji awaryjnej w formie pigułek do obiegu na zasadzie swobodnego dostępu (patrz bez recepty). Mówiąc o drodze na skróty mam na myśli zepchnięcie na dalszy plan edukacji. Po co edukować, skoro na rynku jest rozwiązanie post factum.
Boję się, że to kolejny krok do obniżenia wieku inicjacji seksualnej i zielone światło dla przeładowanych hormonami nastolatków. Bez potrzebnej edukacji, bez potrzebnej wiedzy o skutkach pigułki, cenie, jej faktycznej dostępności i częstotliwości z jaką może być zażywana. Mam obawy co do rozkwitu myślenia typu „wkładaj, nic się nie stanie, przecież za rogiem jest pigułka dzień po”. I tak się będzie kręcić.
Nie zależy mi żeby stygmatyzować kobiety, które decydują się na skorzystanie z dobrodziejstw medycyny w tym zakresie. Your life your choice. Wszystko jest dla ludzi. Coraz częściej jednak zaczynam wątpić w to czy tak powinno być. Celem antykoncepcji awaryjnej powinno być stosowane jej w przypadku, gdy inne środki antykoncepcji zachowawczej zawiodły, a nie w przypadku kiedy w ogóle nie były stosowane. I to mnie właśnie martwi.

