Podczas wiosennych porządków w piwnicy, pomiędzy stertami makulatury, zimowych butów i słoików z etykietami lato 1983 znalazłem tajemnicze, białe pudełko. No dobra, nie było aż tak tajemnicze, bo przez dziury w ściankach widziałem jego zawartość. W środku, od prawie 15 lat spoczywała cała kolekcja klocków LEGO. Uśpieni bohaterowie tylko czekali aż ktoś ponownie wyciągnie po nich rękę i nada sensu ich życiu angażując w nowe zabawy. Takich bohaterów w czasach dzieciństwa było zdecydowania więcej. Każdy z nas ich miał.
Cała lista osobowości, którymi byłem zafascynowany jako dziecko, nie nadaje się do publikacji. Nie z uwagi na kwestie jakiejkolwiek kontrowersyjności czy poprawności politycznej. Po prostu jest ich tak dużo, że po pierwszych 10 opuścilibyście bloga. Zanim jednak zaczniecie czytać obiecajcie mi jedno – przeczytajcie do samego końca. Dzięki.
Piłkarski idol
Każdy chłopiec, w mniejszym lub większym zakresie, interesuje się piłką nożną. Kiedyś kolekcjonowaliśmy karty z graczami, krążki ze zdjęciami piłkarzy sprzedawane w mini – pudełeczkach razem ze Snickersem i popularne „karteczki”. Dodatkowo chwile zabawy wypełniały nam mecze piłki prowadzone na osiedlowym boisku. Każdy z nas udawał, że jest „kimś”. Był Batistuta, legendarny argentyński napastnik (ten nasz nie miał dwóch jedynek i mocno seplenił. Może dlatego, że miał 8 – 9 lat), od czasu do czasu dołączał do nas też Majkel Ołen (nasz nosił okulary i jak na 10 latka ważył z 50kg). Byli i mistrzowie dryblingu, super obrońcy i niezawodni pomocnicy. Każdy utożsamiał się z gwiazdami footballu. Moim bohaterem był Eric Cantona, francuski ofensywny pomocnik. Prawdziwy twardziel z nonszalancko postawionym do góry kołnierzykiem. Na boisku chciałem grać tak jak on. Nie ważne, że stałem na bramce bo byłem zbyt kiepski żeby iść do boju.
Dziś Eric Cantona wygląda bardziej jak francuski, prowincjonalny producent serów. Niemniej jednak przybił bym mu piątaka z radością właściwą temu dzieciakowi, który 20 lat temu stał na bramce.
Damski bokser
Aktor kina akcji to obowiązkowa postać w zestawieniu bohaterów z czasów dzieciństwa. Jedni kochali Chucka Norrisa, podczas gdy inni zachwycali się grą aktorską i muskulaturą Arniego. A ja chciałem być jak zwyczajny belgijski aktorzyna. Jean – Claude Van Damme, kojarzycie? Pierwsze tytuły z jego udział pozostają absolutnymi klasykami gatunku. Krwawy sport, Kixboxer i Lwie sercie a także późniejsze Quest, Ryzykanci, Za ciosem. Znak firmowy aktora – wystrzałowy kopniak z półobrotu wykonywany w powietrzu stanowił technikę regularnie wykorzystywaną w bójkach – zabawach z kolegami. Zawsze bez powodzenia.
Żon Klod zaginął gdzieś po drodze. Tak po prostu. Z ikony odszedł w zapomnienie. A my z dzieci staliśmy się młodzieżą, w życiu której pojawiły się rozrywki, wobec których filmy karate zeszły na dalszy plan. Van Damme otarł się jakiś czas temu o moją świadomość przy okazji błądzenia w czeluściach internetu. Dziś błyszczy w reklamach.
Nazywam się Tomek. Tomek Wilmowski
Można powiedzieć, że to takie skrzyżowanie Jamesa Bonda, Indiany Jonesa i Pana Wojciecha Cejrowskiego. Bohater powieści Alfreda Szklarskiego to nastolatek z Warszawy, który razem z ojcem i jego przyjaciółmi podróżuje po świecie doświadczając niesamowitych przygód. Łapie dzikie zwierzęta w Australii, walczy o życie wśród łowców głów gdzieś na wyspach Oceanii, przemierza Czarny Ląd i tropi Yeti w Himalajach. Barwna postać. Kim dziś chcieliby zostać młodzi czytelnicy książek? Nastolatki pewnie „piękną” Bellą, której serce rozdarte jest między wilkołakiem a wampirem, a młode absolwentki być może Anastasią Steele. Ale czy to ważne.
W całym tym wpisie nie chodzi o to kto i w jaki sposób zawładnął naszymi umysłami kiedy byliśmy dziećmi. Nie chodzi o to, żeby rozpamiętywać bohaterów tamtych lat i lamentować nad czasami, które już nie wrócą. Rzecz w tym, żeby przygotować się na wybory, które z biegiem czasu zaczną podejmować nasze dzieci.
Moi rodzice nie wpływali szczególnie na to kogo, jako dziecko, obierałem sobie za wzór do naśladowania. Byłem rozsądny, bo tak zostałem wychowany. Wiedziałem gdzie leży granica między zabawą, a treściami i wzorcami, których nie powinienem przyswajać, ekscytować się nimi a przede wszystkim powielać. Boję się jednak bardzo, że przekazanie tego samego mojej córce będzie szalenie trudne. Nie dlatego, że nie będę potrafił tego zrobić ale przede wszystkim dlatego, że świat jest teraz bardziej skomplikowany.

