W ciągu tygodnia spędzam w samochodzie około 5 – 7 godzin jadąc do i wracając z pracy. Nie wiem czy mieszczę się z tym wynikiem w średniej światowej. Może w porównaniu z mieszkańcami Nowego Jorku wypadam całkiem blado i mogę uważać się za szczęściarza ale nie będziemy się o to licytować. Rzecz w tym, że stanie w korkach potrafi nieźle zmęczyć. Marzenie o przebraniu się w wygodny dresik, przywdzianie wełnianych kapci i wyłożenie się na kanapie towarzyszy mi często. Do skutku dochodzi bardzo rzadko. W domu czeka bowiem mały skrzat i mam wrażenie, że całymi dniami planuje jak wycisnąć ze mnie ostatnią energię. Robi to jednak z taką gracją, pomieszaną z niewinnością i dziecięcym zacięciem, że nie możliwe jest zastosowanie żadnych mechanizmów obronnych.

Przekręcam zamek w drzwiach. Chwytam za klamkę. Jeszcze nie zdążę zrobić kroku, a już dociera do mnie okrzyk „Ooo! To to! To to? Tata, tata, tataaaa!”. Potem tupot małych stóp i pod drzwiami zjawia się mój mały klon.

Czasem wita mnie z buzią ubrudzoną monte, co sygnalizuje, że porzuciła jedzenie (co w normalnych warunkach jest niemożliwe do wyegzekwowania). Bywa i tak, że zjawia się z niedokończoną kanapką w ręce albo pcha przed sobą całą bandę maskotek w wózku. Kiedy już uda mi się przebrać, wrzucić szybko coś na ruszt i złapać głębszy oddech natychmiast zostaję wciągnięty w mały armagedon. W rolach głównych występują dziesiątki klocków, książeczek i puzzli na porozrzucanych na całej długości i szerokości geograficznej pokoju. Są samoloty, imitowanie huśtawki, walka o smoczek i tańce przy kawałku „Alu alu” (patrz. intro do serialu Przyjaciele The Rembrandts – I’ll Be There For You). I nagle, niespodziewanie, jak grom z jasnego nieba wybija godzina Kopciuszka – 19.00, pora kąpieli.

Fak! Co się stało z ostatnimi dwiema godzinami? Do tej pory jedyną osobą, która posiadała umiejętność zatrzymywania czasu była Małgosia. Teraz mam  w domu dwie dziewczyny z supermocami.

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.