Mój kuzyn powiedział mi, że kiedy byłem mały bardzo chciałem zostać śmieciarzem. Ponoć powtarzałem to wiele razy przy okazji rozmów o życiu toczących się w piaskownicy. Wiem, że to stek kłamstw bo odkąd pamiętam to marzyłem żeby zostać pilotem – oblatywaczem na F – 16.

Życie ułożyło mi się jednak zupełnie inaczej. I choć nie mogę narzekać, to zacząłem zastanawiać się jak zaplanować przyszłość dziecka. W rozsądny sposób od kors. Myślałem i myślałem. Słuchałem rozmów młodych mam przy osiedlowej piaskownicy i tatuśków przy piwie. Patrzę na to wszystko i moja odpowiedź brzmi – nie wiem.

Nie mam pojęcia jak zaplanować przyszłość Miaszka. Wiem natomiast jak tego nie robić. Zapisanie dziecka na dodatkowy angielski kiedy tylko skończy 2 latka, ćwiczenia gry na ukulele od 3 roku życia, a gdy tylko skończy pełne 4 lata koniecznie lekcje baletu albo base jumpingu. Nie, lepiej MMA – niech będzie oryginalnie, a nie tak plebejsko. W końcu to chyba o to chodzi w świecie zwanym rodzicielstwem. Nie mam jednak ochoty wystawiać dziecka do wyścigu szczurów zanim zdąży powiedzieć co o tym wszystkim myśli. Nie, dziękuję. Nie kupuję tego. Oczywiście, pewnie wymienione aktywności bardzo wzbogacą rozwój niejednego dziecka, ale też skutecznie wykreślą słowo „czas wolny” z jego słownika.

Jeśli moje dziecko będzie chciało chodzić na dodatkowe lekcje języka obcego – feel free. Gdy zamarzy jej się balet – you can dance. A gdy z niewiadomych powodów, któregoś dnia powie: Tato, pierdole, nie idę dziś na angielski i w dupie mam te tańce w rajtuzach odpowiem: Spoko, wracaj do lalek albo Play Station9.  Chciałbym żeby moje dziecko miało możliwość wyboru.

Chciałbym, żeby Mia miała dzieciństwo podobne do mojego. Niech marzy sobie, że pewnego dnia zostanie łowcą głów, somalijskim piratem czy wolontariuszką Greenpeace. Z pewnością na zajęcia dodatkowe przyjdzie również czas, ale daj Boże bym zdroworozsądkowo podszedł do tematu i by nawet przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, abym przez dziecko realizował swoje niespełnione marzenia i ambicje.

Kiedy pewnego dnia będziesz już duża Miaszku i powiesz nam, że nie popełnisz tego samego błędu i nie pójdziesz studiować politologii – wysłucham Cię i przyjmę to na klatę. Może zapłaczę do poduszki i na jakiś czas zamknę się w sobie, ale to przełknę. Będę świetnym ojcem i będę Cię wspierał w każdej decyzji i wychowywał na dobrego człowieka. Takich brakuje.

Ale jeśli pewnego dnia powiesz mi Córuś, że rezygnujesz z kariery na uczelni i wyjeżdżasz wspomagać program jądrowy w Korei Północnej albo angażujesz się w badania nad wzbogacaniem uranu w Iranie, wtedy będę rozczarowany. Dopadnie mnie ogromny wyrzut sumienia, że nie zadbałem o Twój czas wolny i dodatkowe zajęcia w momencie kiedy skończyłaś 2 latka.

Zdjęcie: Flickr.com, DVIDSHUB, CC BY 2.0