Czas na zmierzenie się z kolejnym pojęciem o tym, jak to jest być ojcem. Zdarza mi się usłyszeć od ludzi co wypada mi robić, a czego nie w związku z tym, że jestem tatą. Najczęściej eksperci mają tyle wspólnego z rodzicielstwem, co ja z hodowlą krów rasy limousine.

Kiedy po kilkudniowym wypadzie w góry wróciłem do rzeczywistości, z otoczenia zaczęły napływać niepokojące pytania. W zasadzie były to raczej myśli na granicy pytań retorycznych i stwierdzeń naładowanych sporym ładunkiem moralizatorskim. Że jak, że w góry, że sam? A rodzina została? Odpuściłbyś trochę… w końcu jesteś ojcem.

Czy wcielenie się w rolę ojca naprawdę musi wiązać się z narzucaniem sobie ograniczeń? Skąd bierze się przekonanie, że rzeczy, których robienie wcześniej było akceptowane, nagle okazują się niegodnymi ojca? Kiedy zostajesz ojcem zauważasz, że w ludziach z Twojego towarzystwa budzi się nieposkromiona potrzeba mówienia Ci, co jest dla Ciebie dobre, co złe, a czego raczej nie wypada robić. Nie wypada mi jeździć w góry, grać od czasu do czasu z kolegami na Play Station, chodzić w spodniach dresowych do sklepu czy wypić piwa przy dziecku.

Im więcej takich złotych myśli napływa z otoczenia, tym bardziej zaczynasz się zastanawiać czy faktycznie to, w jaki sposób pełnisz rolę ojca i wywiązujesz się ze swoich obowiązków, jest właściwie. Przy czym właściwe z reguły będzie wszystko to, co nie będzie podlegać moralizatorskiemu komentarzowi Twoich znajomych, ich znajomych i znajomych ich sąsiadów.

To, że zostałeś ojcem nie oznacza, że musisz zwolnić. Wystarczy, że przewartościujesz pewne rzeczy. W tak ułożonej piramidzie tego co ważne i ważniejsze, na pewno znajdzie się miejsce na wszystko to, co robiłeś do tej pory. A jeśli ktoś delikatnie sugeruje Ci, że są rzeczy, których nie wypada robić tylko dlatego, że jesteś ojcem, to odpowiedz mu rzymskim gestem przyjaźni – wyprostowanym, środkowym palcem.

Jestem wręcz przekonany, że będąc ojcem wypada Ci robić znacznie więcej rzeczy, niż do tej pory. Powiedzcie mi, który facet nie – ojciec, potrafi zaśpiewać „Kundel bury” w 15 aranżacjach albo utwór „In the jungle” z podziałem na 8 głosów? Może i potrafi, ale przecież jemu to nie wypada.