Na początku moich wypocin chciałem napisać, że macie przejebane. Tak, Wy drogie, kochane, piękne Panie. Nie jest to jednak do końca prawda. My mamy przejebane. My, którym pod niedorzecznym płaszczykiem „naprawy rzeczywistości”, serwuje się strach w czystej postaci. Tak się sprawa ma.

Na aktualny od kilku dni w debacie temat aborcji patrzę nieco szerzej, niż tylko na konflikt antagonistyczny na płaszczyźnie: zaostrzyć vs zliberalizować prawo antyaborcyjne. To tylko wierzchołek zjawiska, które coraz śmielej i brutalniej wkracza do naszego codziennego świata. To nikczemna próba (czy wręcz fakt) manipulowania świadomością oraz tworzenia jednych, słusznych i nieznoszących głosu sprzeciwu standardów, w oparciu o które ma funkcjonować społeczeństwo. Obserwując to co się dzieje, mam coraz większe obawy co do kierunku, w którym podążają przedstawiciele ludu. Czy to za sprawą bezpośrednio podejmowanych decyzji czy też pośrednio, poprzez tworzenie podatnego gruntu i kreowanie dyskursu pozwalającego na wnoszenie do debaty publicznej tak niedorzecznych projektów, jak omawiany. Nie jestem w stanie ogarnąć tworzenia czegoś, co śmiało można nazwać „narzucaniem wzorowej moralności” – jednego sumienia oraz jednej, prawdziwej i najprawdziwszej prawdy. Nie godzę się z tym, bo uwłacza to naszej godności, obraża naszą inteligencję, zabiera prawo wyboru oraz brutalnie podkopuje światopogląd i poczucie, że żyjemy w kraju, którego jedną z nadrzędnych wartości jest szacunek do obywatela. Albo powinien być.

Nieuniknioną konsekwencją drastycznych zakazów zawsze będzie rozwój szarej strefy. W latach 20′ i 30′ XX wieku w Stanach Zjednoczonych łamanie zakazu prohibicji również było penalizowane. I co? Gówno. Ten, kto miał zbijać kasiorkę dalej kręcił interes. Społeczeństwo potrzebowało alkoholu. Kto chciał ten pił. Kto nie, ten przestrzegał zasad moralnego prowadzenia się i życia w trzeźwości. Ale mieli wybór. Mieli ten jebany wybór do samostanowienia w temacie swojego zdrowia. Może jest to zbyt daleko idące uproszczenie. Tematu alkoholu i aborcji nie sposób sprowadzić do jednej płaszczyzny. Święta prawda. Chodzi w tym jednak o pokazanie pewnego mechanizmu w przypadku tak radykalnych ograniczeń.

Czy przewidziana w projekcie kara pozbawienia wolności ma być batem na lekarzy świadczących usługi w zakresie aborcji? Na pewno będzie batem na lekarzy, którzy mieliby podjąć się leczenia prenatalnego. Wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, niezależnie od okoliczności, to woda na młyn dla mistrzów skrobanek, których interesy będą miały okazję wejść w okres prosperity. Tak działa rynek. A jeśli nie u nas, to przyjdzie trochę pokombinować żeby ogarnąć temat za granicą.

Może z czasem podejmiemy też debatę nad ograniczeniem dostępnych środków i metod antykoncepcji? Przecież to niemoralne tak oszukiwać miliony rozpędzonych siłą wytrysku plemników, które jeszcze nie zdążą nabrać prędkości, a już rozbijają się o gruby, lateksowy mur prezerwatywy. A przecież mają taką szlachetną misję, aby doprowadzić do zapłodnienia komórki jajowej, w której następnie zaiskrzy życie. Wstyd. Może z czasem pojawi się obywatelski projekt i w tym zakresie. Wszak niedopuszczenie do zapłodnienia można również rozpatrywać w kategorii ochrony życia. Za niedługo tacy będziemy moralni. Mózg płonie.

Codziennie widzimy się na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.