Kilka dni temu, podczas konferencji See Bloggers w Gdyni, spędzaliśmy z Mią czas w przygotowanej przez organizatorów strefie zabaw dla dzieci. Warsztaty kreatywne, malowanki, wycinanki i inne cuda na kiju. Słowem niezła gratka dla małych uczestników wydarzenia. Konflikt wisiał jednak w powietrzu. Jego inicjatorem okazała się być moja córka.
Kiedy wszystkie możliwe zabawy i wariactwa ucichły, dzieciaczki wróciły do malowania kredkami. Tym razem dzieła tworzone były na rękach, od koniuszków palców aż po same ramiona. Taka atrakcja. Jedna paczka kredek do malowania twarzy na środku stołu, przy nim cztery, może pięć osób i najmłodsza Mia wśród nich. Z dystansu obserwowałem, w którą stroną pójdzie ten co-working. Widziałem dokładnie, co robi moja córa. Najpierw podpatrywała starszych kolegów i koleżanki. Potem nieśmiało próbowała coś malować. W końcu podjęła szturm na kredki zamykając całe pudełeczko i otwarcie manifestując, że kredki są jej. Raz się udało. Drugi raz też. Za trzecim, któryś z dzieciaczków przytrzymał jej rączki, a inny przesunął kredki z powrotem na środek. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Paniczny płacz rozdarł sielankową atmosferę w strefie zabaw. Dzieci stanęły jak wryte. Pani opiekunka zszokowana patrzyła to na małą, to na mnie. Jakiś rodzic spytał swoje dziecko, co zrobiło dziewczynce. No bo mała, bo płacze, bo jakieś zamieszanie przy stoliku. Winny na pewno by się znalazł. Ale nie w tym rzecz.
Żadne dziecko nie jest święte. Choćby nie wiem, jak słodkim aniołkiem było na wszystkich zdjęciach wrzucanych na fejzbunia czy instagrama. Każde dziecko jest uparte, buntuje się i robi innym na złość. Każde, bez wyjątku. Takie zachowania postrzegam przede wszystkim jako coś w rodzaju mechanizmu obronnego i sposobu manifestowania własnej odrębności. Skoro nie potrafiła dogadać się z innymi dzieciaczkami z uwagi na ubogi, w porównaniu z nimi, zasób słów to inaczej zaznaczyła swoją obecność w grupie. Siłowe rozwiązanie było łatwiejsze niż wyjaśnienie, że od teraz wszystkie kredki będą jej i reszta ma się z tym pogodzić. Reszta zachowała się całkowicie na miejscu. Prośba numer jeden, by mała przestała zabierać kredki, nie poskutkowała. Podobnie jak prośba numer dwa. Za trzecim razem było już pozamiatane.
W takich momentach zawsze biorę stronę mojego dziecka. Powtarzałem to wielokrotnie. Czy to znaczy, że w każdej sytuacji, nawet jeśli wiem, że Mia zrobiła coś źle, staję za nią murem i jestem odporny na uwagi z zewnątrz? Nic z tych rzeczy. Nie wrzucam jednak małej i nie drę się na nią jak pierdolnięty (tak drodzy rodzice, wielu z was to robi) na oczach wszystkich. Zawszę biorę stronę mojego dziecka, bo wkładam wysiłek w to, żeby wytłumaczyć mu (jej) na czym polega problem i jej niewłaściwe zachowanie w danym momencie. Kucam obok, łapię za ręce i mówię. Po prostu mówię, jak do małego przyjaciela, który jest jeszcze trochę nieogarnięty i nieobyty w zasadach funkcjonujących w społeczeństwie. Taka moja rola. Taka jest też wasza rola, by edukować, a nie karcić. Wiem, że pewnie łatwiej jest wydrzeć mordę na dzieciaka i dołączyć tym samym do społecznego ostracyzmu. Ale co się wtedy dzieje? Zostawiamy dziecko same sobie. Skarcone, często zagubione, bo nie wie do końca na czym polegał jego błąd i przede wszystkim rozgoryczone faktem, że nie ma w Tobie rodzicu oparcia.
To nie jest łatwe. Nikt nie mówił przecież, że będzie. Podczas tłumaczenia na czym polega niewłaściwe zachowanie, mała jeszcze kilka razy podjęła wysiłek żeby zgarnąć kredki. W końcu odpuściła. Zobaczyła, że kredek jest na tyle dużo, że każdy może rysować nawet dwiema (albo dwoma) na raz. Zrozumiała, że kredki można wymieniać kiedy skończy się już malować. Przekonała się, że dzieci przy stoliku z chęcią podzielą się kredkami, które w danym momencie nie są używane. Nie dostałem żadnych gwarancji, że coś takiego się już nie powtórzy. Baa! Byłbym głupi gdybym oczekiwał zaskakującej przemiany mojego dwulatka i obietnicy mocnej poprawy. Takich sytuacji będzie jeszcze od groma. Każda z nich przybliżać nas będzie jednak do nauczenia małej właściwych zachowań i funkcjonowania wśród rówieśników.
Cieszę się, że moje dziecko nie jest idealne. Pozwala mi to budować z nim nie tylko relacje ojciec – córka, ale także w trudnych/niezręcznych sytuacjach dać się poznać, jako najlepszy przyjaciel.
Codziennie widzimy się na Facebooku. Wpadnij do nas i zostań na dłużej.

