O typach rodziców na placach zabaw powstało już wiele zestawień. Sam też napisałem takie, poświęcone najbardziej irytującym osobnikom przy osiedlowej piaskownicy. I sporu tu racji, bo każdy z nas spotkał się z rodzicem ekspansywnym czy krzykaczem. To jednak inna historia. Dziś będzie o drugiej stronie medalu.

Siedzę sobie w piaskownicy. Mia bawi się grabkami i połamanymi foremkami. Widzę, że w bliskiej odległości od moich pleców zaczyna grasować jakiś maluch. Coraz bardziej napiera i widać, że chce żebym to ja się przesunął. W sumie ma chłopczyk racje bo patrząc na mnie łatwo zauważyć, że wyrosłem już z takich zabaw. Okazuje się, że mały chce wybierać piasek akurat z miejsca, w którym siedzę. Ma do dyspozycji całą piaskownicę o wymiarach 3m x 3m ale jednak uparł się by wybierać piasek z mojego regionu. Spoko, Ty tu rządzisz pomyślałem. Ustępuję miejsca i… Ku mojemu zdziwieniu ojciec dziecka prosi żebym nie zmieniał miejsca, że nie ma takiej konieczności. – Nie widzę problemu, niech się syn bawi – odpowiadam. Na to ojciec, że nie może tak być by jego dziecko dostawało wszystko co tylko chce gdy to należy lub jest używane przez innych. Mówi, że uczą syna tego na placu zabaw by bawił się tym co ma dostępne i nie był ekspansywny wobec innych dzieci. Wow, zajebiście. Rewolucja!

Wychodząc z córką na plac zabaw zauważam coraz więcej rodziców, którzy wykorzystują to miejsce jako narzędzie do socjalizowania swojej pociechy. Coraz częściej przekonuję się, że dla wielu mam, tatuśków czy babć, bardzo istotne jest wpojenie dziecku wartościowych zachowań od samego początku poprzez „zdrową integrację” z rówieśnikami właśnie na placach zabaw. To cieszy. Bardzo.

Fajne to jednak uczucie gdy zamiast małych samolubów mających bierne przyzwolenie rodziców na zabieranie innym zabawek albo okupowanie huśtawki przez 30 minut, widać coraz więcej dzieciaczków, które uczą się integracji i dzielenia przestrzeni publicznej z innymi. Tym bardziej cieszy fakt gdy widzi się rodziców starających się aby ten proces integracji przebiegał w atmosferze zabawy i bez emocjonalnej spiny.

Pokazują jak szanować zabawki innych, jak dzielić się wyposażeniem piaskownicy. Czekając w kolejce na huśtawkę, która występuje w lokalnym parku w sztuce jedna, uczą maluchy cierpliwości. Podczas wyścigów na ślizgawkę powtarzają im, żeby ustępować miejsca dziecku mniejszemu, albo by nie przepychać się kiedy nieco młodszy kolega lub koleżanka niezdarnie wchodzi po schodkach by oddać zjazd życia.

Reakcje bywają różne. Dzieciaczki płaczą. Tarzają się po ziemi krzycząc: ja chcem! Czasem nawet rzucają się na swoje rodzicielki domagając się np. samochodziku, którym akurat bawi się inny mały beneficjent „niczyich” zabawek porozrzucanych po placu zabaw. Tutaj pałeczka jest jednak po stronie rodziców. I widać, że coraz więcej osób wie o co kaman w tej zabawie.

Kilka słów od Taty.

BLOG TATA STORY

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie.  Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty.

Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!

P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!