Kilka dni temu zrobiliśmy sobie z M. wieczór z ciętym dowcipem. Nie żadne tam kabarety czy offowe stand upy, których żarty oscylują na poziomie kaloryfera. Postawiliśmy na cięty dowcip w wykonaniu Russella Petersa, komika, który wyciska do granic możliwości etniczne i kulturowe stereotypy. Gość jest bezlitosny. W blisko półtoragodzinnym maratonie znalazło się również miejsce na wykpienie rodziców. W dużym uproszczeniu chodziło o to, że biali rodzice dają dziecku wybór pytając np. o to, na co ma ochotę do jedzenia, podczas gdy w rodzinach imigrantów (rodzice Petersa emigrowali z Indii do Kanady, gdzie urodził się i dorastał komik) je się to, na co ma ochotę głowa rodziny – ojciec.

Odstawiając cały ten nierzadko „czarny humor”, zacząłem zastanawiać się nad sensem dawania dziecku, w wieku naszej córki, wyboru. Nie mówię o kwestiach sprowadzających się jedynie do żywienia, a co za tym idzie np, „rewolucyjnej” metodzie Baby-Led Weaning. Sens tkwi w poszerzaniu wyboru o nawet najprostsze aktywności z jakich składa się zwykły dzień z życia rodziny. Zaczynając od wyboru posiłku, przez kreację do przedszkola po maskotkę, którą chce z sobą zabrać, dalej przez bajkę, którą chciałaby oglądnąć, zabawki, którymi moglibyśmy pobawić się razem, kończąc na kolacji i lekturze do snu. I nie, nie odbywa się to na zasadach „róbta co chceta”. Wybór funkcjonuje zawsze w ramach kilku możliwości. Jeśli wiem, że w lodówce jest ser żółty, szynka, parówka i jajko to teoretycznie mogę ułożyć z tego kilkanaście różnych kombinacji. Nie zaserwuję również wszystkiego na plastikowym talerzyku mówiąc: Kochanie, jedz to, na co masz ochotę. No way! Pytanie brzmi jak test wyboru: Kochanie, czy masz ochotę na kanapki/parówkę/jajko? Tak, wybór jest ograniczony, ale mimo wszystko powinna mieć możliwość zadecydować, które z powyższych chce. Jeśli żadne, to idzie głodna spać. Żartowałem. Wtedy muszę stawić czoła konsekwencjom istnienia w naszym domu wyboru. I tu zaczyna się magia…

…ponieważ dawanie dziecku wyboru, to znacznie więcej niż kolejna reguła w kanonie zasad skutecznego wychowania dziecka. W wyborze widzę świetną płaszczyznę do budowania relacji my – córka. Mam świadomość następstw takiego rozwiązania i jak w powyższym przypadku, często przychodzi nam się z nimi zmierzyć. Wtedy wchodzimy na drogę rozmowy. Poważnie! Z 3 latkiem można całkiem sensownie porozmawiać i sensownie wytłumaczyć, dlaczego na kolację może wybrać jajko, parówkę czy kanapkę. Banał? Pewnie łatwiej jest stawiać dziecko przed faktem dokonanym. Robię kanapki dla wszystkich, to ty też będziesz jadła. A potem niejadki, godziny spędzone nad talerzem i cały przekrój gróźb i kar wiszących w powietrzu, bo nie chce jeść. Brzmi znajomo?

Tak jak podkreśliłem na początku, wybór dotyczyć może wszystkiego. Jeśli tylko jest taka możliwość, korzystamy z niej. Maskotka do przedszkola? Masz cały koszyk, wybierz tą, którą dziś kochasz najbardziej. Buty na wyjście? Jeśli mamy czyste 2 czy 3 pary, a pogoda na to pozwala, ubierz te, które Twoim zdaniem najlepiej pasują Ci do stylówki. Bajka na wieczór? Pewnie, że rzygam już opowieściami Elsy, Anny i Olafa, ale jeśli dziś wybierzesz Krainę Lodu to pokaże Ci kilka innych lektur, których jeszcze nie czytaliśmy, a które są równie dobre. Może uda mi się Ciebie przekonać. Jeśli nie, to przynajmniej sobie pogadamy i wymienimy opinie o literaturze. Jak przyjaciele.

Opisywane budowanie relacji przez stosowanie wyboru to również sposób na uczenie dziecka konsekwencji, tego że określony wybór wiąże się zarówno z pakietem zysków, jak i strat. Jeśli chcesz oglądać bajkę wieczorem, musimy sobie odpuścić czytanie. Jeśli jajko jest na kolację, to parówka musi zaczekać do śniadania. A kiedy decydujesz się na czytanie Krainy Lodu, to możesz mieć pewność, że jutro wyciągnę wszystkie argumenty, żeby tylko nie wybrać tej książki na dobranoc. Idąc dalej, dając dziecku możliwość wyboru wierzę, że rozwijamy w niej poczucie posiadania własnego zdania. To coś, co w przyszłości powinno ją skłonić do zastanawiania się, czy aby na pewno oferowane jej rozwiązanie – w szkole czy podczas zabawy z rówieśnikami, nie ma alternatywy, z której mogłaby skorzystać lub wnieść takowe z własnej inicjatywy. Mówiąc prościej – dając dziecku możliwość wyboru, zamiast narzucania rozwiązania, które jest właściwe z naszego punktu widzenia, dajemy mu impuls do zadawania pytań, kombinowania. Mówiąc jeszcze prościej – chcemy żeby myślało i eliminowało pierwiastek bierności w swoim postępowaniu. Proste.

P.S. Haczyk polega na tym, że czasem musisz odpuścić. Przestań patrzeć na rodzicielstwo przez pryzmat zasad i przewagi, jaką daje Ci bycie rodzicem. Bądźcie przyjaciółmi. Najlepszymi, na dobre i na złe. Przyjaciele zawsze siebie szanują. Nie ważne, że jedno z nich ma 3, a drugie 30 lat.

Codziennie widzimy się na Facebooku. Wpadnij do nas i zostań na dłużej.