Widzieliśmy dziś po raz kolejny naszego maluszka. Rytmicznie bijące serce, rączki i zaciśnięte piąstki. Strasznie ruchliwe. Rośnie szybko i zdrowo. Pełnia szczęścia. Do tego dziś skończyłem urządzać spiżarnię. Półki na słoiki, miejsce na lodówkę na piwo, dużo przestrzeni na magazynowanie różnych rzeczy. Mega udany dzień można pomyśleć. Niestety nic z tego…bo to właśnie dziś Franka serce zabiło wolniej niż powinno.

Poznaliście kiedyś Franka. To ten twardziel, który nigdy nie pęka. Facet, który przetrwał kilka lat jako żołnierz na łodzi podwodnej na Morzu Czarnym. Wzór do naśladowania w lokalnych zakładach przemysłu włókienniczego w okresie PRL. Rekin dzikiego kapitalizmu w czasach transformacji ustrojowej na początku lat 90’. Franek, mój dziadek. Jedyny jakiego znam. Jedyny jakiego mam. Człowiek, który zafundował mi taką dawkę wspomnień, że starczy do opowiadania jeszcze moim wnukom. On kupił mi pierwszą kasetę Queen i bajki z Gumisiami do słuchania, kiedy miałem 6 lat. To on wybudował domek na drzewie, który przetrwał do dziś. Od niego dostałem pierwszy komputer. I dzięki niemu nauczyłem się prowadzić samochód, mając 14 lat.

Frankowi serce odmówiło posłuszeństwa. Zwolniło. Na tyle, że konieczna była natychmiastowa hospitalizacja. Później zapadła diagnoza. Konieczny jest rozrusznik serca. Dla 84 latka wiadomość o konieczności majstrowania w okolicach serca to szok. To nawet nie strach. To przekonanie, że przygoda zwana życiem kończy się tu i teraz. Na stole operacyjnym. To przekonanie tak silne, że paraliżuje myślenie. Franek nie chciał się zdecydować na chirurgiczną ingerencję. Im bardziej jedno życie w rodzine się zbliża, tym drugiego zdaje się coraz więcej ubywać. Pierdolona ”równowaga w przyrodzie”. Po kolei rozmawiali z nim wszyscy najbliżsi. Zadzwoniłem ostatni.

– Cześć. Gdzie Ty się wybierasz?

– Właśnie zastanawiam się co robić…

– Zanim coś powiesz, posłuchaj mnie. Za chwilę będziesz miał drugą prawnuczkę. Opowiedziałem jej o domku na drzewie. Zaczekaj jeszcze chwilę. Chciałaby Cię poznać. Mi też coś obiecałeś. Nie nauczyłeś mnie jeszcze życzeń bożonarodzeniowych. To tradycja, że na święta składałeś wszystkim życzenia przed rozpoczęciem kolacji. Jeszcze się ich nie nauczyłem. Zaczekaj jeszcze chwilę. Pozwól sobie zamontować rozrusznik. To pozwoli Ci poczekać jeszcze chwilę. Wiele rzeczy jeszcze przed nami. Pamiętaj, że bardzo Cię kocham. Zaczekaj jeszcze chwilę i daj szansę tym maluchom, żeby też Cię pokochały. Trzymaj się. […]

Zanim się rozłączyłem, usłyszałem jak Franek mówi do kolegów ze szpitalnej sali;

– Dzwonił mój wnuk. Powiedział, że…

Mam nadzieję, że to wystarczy, by zaczekał jeszcze chwilę.

Fot.

Sipsak, CC0, pixabay.com

Komentujemy

Komentarze