Rok temu dumnie ogłosiłem całemu światu, że oto przyszedł czas, kiedy w naszym domu zagościł nocnik (Gra o tron, czyli kiedy i jak wprowadzić nocnik). Dla sprostowania dodam, że jego jedynym użytkownikiem był oczywiście najmłodszy członek rodziny. Misternie przygotowany plan sadzania małej na plastikowy tron realizowany był z mniejszymi i większymi sukcesami. Przez cały ten czas inicjatywa przebiegała jednak w trybie oddolnym i to zawsze ktoś z nas, rodziców, motywował małą do skorzystania z rzeczonego przedmiotu. Od maja weszliśmy w kolejną fazę programu i wygląda na to, że sukces jest w zasięgu ręki.

Uwaga, poniżej dzielę się wiedzą tak tajemną, jak „Sekret autorstwa Rhondy Byrne i wnioskami tak przenikliwymi, jak najlepsze cytaty Pałlo Kołeljo. Zapnij pasy i startujemy! No dobra, trochę odpłynąłem. To chyba z nadmiaru piłkarskich emocji. Będę się streszczał. Bo ile można pisać o kupie do nocniczka i radości z siuśków?

Ciepła wiosna czy też wczesne lato to idealny czas żeby odzwyczajać malucha od załatwiania się w pampersiaka. W całym tym sposobie nie ma żadnego szaleństwa. Wystarczy nie spinać się, wyluzować i uzbroić w cierpliwość. Maluch zacznie współpracować sam. Gwarantuję wam. Zaczęliśmy od niezakładania pieluszki na czas, kiedy jesteśmy w domu. Nocnik postawiliśmy w widocznym miejscu i dołączyliśmy do niego instrukcję obsługi, w kilku zdaniach wyjaśniając, o co kaman z brakiem pampersiaka i plastikowym tronem na widoku. – Jeśli chcesz siusiu, zawołaj mamusie albo tatusia i zrobimy siusiu na nocniczek – i wersja bardziej hardcorowa – Jeśli chcesz kupkę, zawołaj mamusie – tatusia może nie koniecznie – i zrobimy kupkę na nocniczek. Wow! Czyż to nie genialne w swojej prostocie? No dobra, temat nie chwycił od razu i zaliczyliśmy kilka niespodzianek, ale taka kolej rzeczy w całym procesie uczenia się. Po kilka dniach do pytań wymienionych wyżej dołożyliśmy zapytanie kontrolne – Chcesz siusiu/kupkę? Bingo! Rybka połknęła haczyk, a statystyki celnych trafień skoczyły do góry.

Mały regres odnotowaliśmy, kiedy mała po tygodniowej przerwie wróciła do żłobka. Niby panie kumają o co chodzi, niby całe to wysadzanie dzieciaczków odbywa się regularnie, a tu zonk. Raz, drugi, szósty i ekipa żłobka w końcu załapała że M. jest pojętnym uczniem. Współpraca otoczenia to podstawa, pamiętajcie. Ale nie odchodźcie jeszcze, bo o sukcesie będzie poniżej.

Razem z szanowną małżonką mogliśmy przybić piąteczkę, wypalić cygaro zwycięstwa i wypić lampkę Chateau Saint Ahon dopiero w momencie kiedy M. sama zaczęła ciągnąć nas za rękę i prowadzić do nocnika oraz kiedy w środku nocy głośno upomina się o konieczność skorzystania z plastikowego tronu. Powiem wam szczerze, że sam jestem pod wrażeniem, że cały proces trwał tak na prawdę dwa tygodnie.

Oczywiście podczas dłuższych spacerów, podróży tramwajem czy w nocy pampers jest dla M. dalej najlepszym przyjacielem. Jednak postęp jest ogromny, bo potrafi wstrzymać potrzebę 15-30 min i z dumą usiąść na nocnik wołając: tatuś siusiu, mamusia pupa.

Wskazówki? Dziecko musi do tego dorosnąć, zrozumieć i chcieć współpracować. Dlatego bez spinki. Na luzie. Dużo cierpliwości.

Codziennie widzimy się na Facebooku. Wpadnij do nas i zostań na dłużej.

Autorem fotki jest Stephanie Chapman.

Komentujemy

Komentarze