Wiesz, mam pewien problem. Związany jest z miłością. Nie to żeby nikt mnie nie kochał. Nic bardziej mylnego. Mama wciąż wkłada tyle samo uczucia w przygotowywanie mi tostów, tak jak robiła to na pierwszym roku studiów. Z tą tylko różnicą, że teraz kupujemy ser żółty za 19,99, a wtedy za 9,99. Cóż, dobra zmiana, ośmiorniczki i te sprawy. Problem z miłością polega na tym, że nie wiem jak ją podzielić. Między Ciebie, a Twoją siostrę.

Aha, żebyś wiedziała: miłość…to jak bardziej się martwisz o kogoś niż o siebie jak mówi Olaf (poznasz go jeszcze). I z tą miłością to jest tak, że Mia jest dla mnie całym światem i nie mam pojęcia jak przenieść te wszystkie doświadczenia i emocje raz jeszcze, na Ciebie. Nie chodzi tu o pokochanie. Nie możesz mylić tych pojęć. Rzecz w tym, że tak wkręciłem się w to całe rodzicielstwo przy jednej córce, że zapomniałem, że będę musiał nauczyć się to uczucie rozdzielać na dwie dziewczyny. To cholernie ciężkie. Choć pewnie jest łatwiejsze niż się wydaje i przychodzi całkiem naturalnie to się boję. Boję się, że nie będę wiedział jak podzielić miłość po równo. Tak, aby żadna z Was nigdy, nawet w najtrudniejszych chwilach czy największej złości nie powiedziała mi, że kocham ją mniej…

Komentujemy

Komentarze