Kolejni naukowcy z Ameryky demonizują nowe technologie. Z badań przeprowadzonych na grupie 370 rodziców dzieci w wieku od 6 miesięcy do 4 lat wynika, że 52% dzieciaczków ogląda telewizję na urządzeniach mobilnych, 36% rodzice pozwalają przeciągać łapką po dotykowych ekranach, 15% maluszków korzysta z aplikacji, a 12% gra w gry video. Zło w czystej postaci.

Temat korzystania z urządzeń mobilnych przez małe dzieciaczki pojawia się w debacie co najmniej 78 razy w miesiącu. A jeszcze, jak zza oceanu napłyną wyniki badań to uchowaj Panie Boże biednych rodziców, którzy odważyli się dać kilkumiesięcznemu dziecku telefon do zabawy. Zamiast zająć się dzieckiem wkładają mu w małe, tłuste rączki telefon albo tablet z gierką i hulaj dusza piekła nie ma. A tu dodatkowo informacje, że czas spędzony na przewijaniu ekranu czy klikaniu w aplikację może zaburzyć rozwój dziecka i wpłynąć na umiejętności w nawiązywaniu relacji z rówieśnikami. Skoro więc amerykańscy naukowcy przestrzegają, to nie pozostaje nic innego, jak zacząć kształtować w małym człowieczku przekonanie, że urządzenia mobilne stanowią kwintesencję zła. – Nie Franiu, nie możesz mojego smarthpona, bo Twój mały mózg może tego nie wytrzymać i jeszcze nam się w rozwoju zatrzymasz. Można też mieć to wszytko w dupie. I właśnie coraz chętniej skłaniam się ku tej alternatywie.

Nie podzielamy tej atmosfery strachu i nie patrzymy na nowoczesne technologie, jak delegacja Świętej Inkwizycji na hiszpańskiego wieśniaka. Tablet, telefon czy kontroler z gry video nie stanowią przedmiotów zakazanych w naszym domu. Jeśli Mia ma ochotę zabrać telefon – go for it. Poobraca go kilka razy w dłoniach, pogryzie, poślini i odłoży. Nie ma sensu ograniczać dziecku dostępu do tego rodzaju gadżetów. Owoc zakazany smakuje bowiem najlepiej i to, co zabronione stanowi ogromną pokusę, szczególnie dla takich maluszków. Na nasze szczęście znamy jednak 100 tysięcy sposobów na spędzenie czasu z dzieckiem i nie musimy wykorzystywać do tego urządzeń mobilnych.

W tej całej krucjacie przeciwko rodzicom pojawia się również zagadnienie aplikacji mobilnych dla dzieci. Edukacja poprzez zabawę czy zabawa przez edukację, nie ważne jak ujmie się temat, bo zawsze i tak znajdzie się ktoś, kto zobaczy w tym spisek marketingowców i kolejny sposób na wyciągnięcie kasy. Ja widzę to inaczej. Znam przykłady aplikacji i gier edukacyjnych, które dają dzieciaczkom szansę na rozwój, którego my rodzice nie mogliśmy doświadczać w ich wieku. Upatrywałbym w tym zdecydowanie większą wartość dodaną, niż sprowadzenie roli aplikacji dla dzieci tylko do zabijaczy czasu. Kiedyś opisywałem jedną z takich apek we wpisie Aplikacje mobilne dla dzieci: Trash Toys. Choć start up, z którego studia wychodzą produkcje sygnowane żółtą kaczuszką, nie płaci mi za tą opinię to szczerze polecam ich apki. Jest w nich jakiś większy sens.

Poza tym trzeba to jasno podkreślić, żyjemy dziś w czasach gdzie ogólna cyfryzacja i nowe technologie towarzyszą nam w każdej dziedzinie życia. I nie ważne czy nasze dzieci mają lat 6 czy roczek. Odmawiając czy zakazując im bezpośredniego kontaktu z technologią, skazujemy ich na klęskę poznawczą. Nie tylko będą odstawać w szkole za rówieśnikami, ale również stracą pewną część swojego dzieciństwa.

Słowem podsumowania – poczekajmy na więcej takich przerażających raportów, danych i wyników badań. Potem może na jakąś zmianę w ustawie na fali niepokojących informacji płynących zza oceanu i nawet się nie obejrzymy, jak do drzwi zapuka opieka socjalna bo sąsiad zadenuncjuje, że widział jak nasze dziecko grało w tzw. „GRĘ edukacyjną” na tym diabelskim tablecie.

Komentujemy

Komentarze