Podczas marketowych zakupów natknąłem się na mega promocję na zabawkowym. Nic tylko brać i ładować hurtowo. Zamiast euforii przyszedł jednak wkurw. Czemu? Bo….

…ja wiem, że kasa musi się zgadzać. Ja wiem, że łańcuch sprzedaży od produkcji po znalezienie się produktu na półce jest długi. Ja wiem, że po drodze jest pośrednik, hurtownik, logistyka, merchandising, marketing i Bóg wie jeszcze co. Ja wiem. Jestem duży i nie urodziłem się wczoraj. I niby to wiem i niby powinienem się też cieszyć i rzucać, jak na karpia w Lidlu za każdym razem, kiedy na zabawkowym jest promocja 5,10 czy 20 procent. A co dopiero 50 albo 60. Szok, niedowierzanie, tyle wygrać. Lepsze niż los na loterii. A gówno prawda. Bo zamiast kupić od razu z 10 takich zabawek, bo okazja może się nie powtórzyć, stoję i się wkurwiam. Bo czuję się dymany. Nie oszukany. Dymany. W takich chwilach szlag mnie trafia na widniejące na produktach wyjściowe ceny, które są absurdalne. Kosmos! Himalaje cen! Konik Pony za 269 pln. A gówno po raz drugi. Jeśli przy promocji 68% dalej kasa się zgadza, to owe dymanie nabiera jeszcze silniejszego wydźwięku. Ja wiem, że zabawki mogą kosztować swoje. I ja mogę za to płacić, jeśli jestem przekonany, że taki zakup niesie ze sobą trochę wyższe wartości niż tylko kolejną maskotkę do kolekcji. Ale tego rodzaju przeceny odbieram jak policzek. Patrz rodzicu frajerze, ile hajsu wybuliłeś tydzień temu na kucyka, a tu taka promocja. Głupiś.

A chuj z tym konikiem. Wiem, że jest tylko biedną ofiarą szerszego procesu. Przepraszam mały kucyku. Diabeł tkwi w owym procesie, w którym nie tyle bowiem domniemywa się, że rodzice mają kasę i nie zawahają się jej wydać na zakupy zabawkowe, co z pełną premedytacją winduje się ceny produktów dla dzieci, wbijając rodzicom do głowy, że tyle kosztują bo to, tamto, sramto i kosztować tyle muszą. A jak Ci szkoda wydać na konika trzy stówy toś biedak. I zaczynasz kminić, jak by tu odłożyć, a może gdzieś taniej, używane, no bo takie fajne teraz i modne, i w bajkach pokazują, i w telewizorni. A dziecko gorsze być nie może. Bo ja tak myślę, jak widzę takiego konika. I nie cieszę się na mega promocję tylko wkurwiam, że musiałem przejść takie rozkminy.

Komentujemy

Komentarze