Pierwszą córkę od początku karmiliśmy butelką. Dzięki temu mogłem czynnie uczestniczyć w całym procesie. Przygotowywałem butelki, dawkowałem mleko, brałem małą w objęcia i karmiłem. Zawsze z poczuciem ogromnej satysfakcji. Czułem się spełniony poświęcając czas i energię na aktywne angażowanie się w te najważniejsze chwile po narodzinach. Ćwiczyłem swoją cierpliwość, pewność siebie i… wyobraźnię, opowiadając w trakcje karmienie dziwne, niestworzone historie.

To były magiczne chwile. Niesamowita okazja do emocjonalnego zbliżenia się do dziecka i szybkiego wczucia w rolę rodzica. Szansa, która zdarzyła się tylko raz i obecnie nie może się powtórzyć. Małgosia karmi małą naturalnie. I kiedy niedawno zapytała mnie czy nie brakuje mi tej całej przygody z butelką i karmienia małej… poczułem się po prostu smutno. Trochę odsunięty, pominięty i sprowadzony na dalszy plan. Przez chwilę pomyślałem nawet, że ta butelka to była całkiem zajebista sprawa…i można by do niej wrócić.

Tak, to egoistyczne. Nawet bardzo. Ale wspomnienia z okresu niemowlęcego Mii są tak silne, że raz jeszcze chciałbym przeżywać te wszystkie rytuały związane z budowaniem więzi, między rodzicem, a maluchem. A karmienie jest jednym z nich.

I pewnie zaraz przyjdzie Ci przez myśl, czy byłbym też taki chętny do wstawania co chwilę w nocy, by nakarmić dziecko. Odpowiadam: nie. To proste. Powiem Ci jak jest, a Ty odbierz to jak chcesz. Zatem: Małgosia zostaje z małą w domu. Nie zazdroszczę jej zarywania nocy. Wręcz twierdzę, że ma przejebane. Ale na dobrą sprawę w ciągu dnia jest jakaś szansa, że utnie sobie drzemkę razem z małą. Tymczasem ja nie mogę sobie pozwolić na regularne zarywanie nocy. Wstaję rano i ogarniam starszą córkę do przedszkola. Potem jadę do pracy. Przybicie gwoździa do biurka i odpłynięcie, kiedy weźmie mnie zmęczenie, nie wchodzi w grę. Nie mam kiedy naładować akumulatorów w ciągu dnia. Działam na wysokich obrotach, pracując intensywnie. I taki model współpracy między nami jest akceptowany przez obie strony. Przewinąć, przynieść coś czy doglądać do starszej córki – jak najbardziej. Ale karmienie w środku nocy, zarówno przy pierwszej córce, jak i obecnie nie było i nie jest moją domeną.

Ale zostaje jeszcze te kilka godzin po pracy, kiedy wspólnie spędzamy czas w domu. Do tej pory udało mi się wygonić Małżonkę w miasto 2 razy. Zostawiła smakołyki w butelce i z ciężkim sercem ruszyła przed siebie. Raz na godzinę. Raz na dwie.

Takie ojcowskie przemyślenia. Na dobranoc, na dzień dobry. Do kawy.

Kilka słów od Taty.

BLOG TATA STORY

Czołem, jestem Radek. 15 kg temu, w czasach studenckich, jeden z wykładowców powiedział: nigdy nie zadawajcie się z ludźmi bez pasji. Obok takiej mądrości nie można było przejść obojętnie.  Dziś wyrazem mojej pasji jest Tata Story – nietuzinkowy blog parentingowy gdzie przeczytasz o emocjach, uczuciach i podróżach okiem Taty dwóch córek.

Codziennie jesteśmy na Facebooku. Koniecznie zajrzyj i zostań z nami na dłużej. Dzięki i do zobaczenia!

P.S. Jeśli się już znamy „piąteczka” za kolejne odwiedziny!

Komentujemy

Komentarze