Zmora rodziców.

Od kilku dni wyjątkowo nie chce mi się pisać. Padam na ryj. Od drugiego tygodnia, po narodzinach Miaszka, w domu pojawił się nieproszony gość – kolka niemowlęca. Przychodzi każdego dnia, pod wieczór i potrafi trzymać przez kilka godzin. Ostatni raz z kolką miałem do czynienia kiedy zbyt łapczywie zjadłem całą pizze…na śniadanie. Temat kolki u noworodka to zgoła odmienna historia. Mała płacze, podkurcza nóżki, wije się na boki. Strasznie przykre to uczucie, i towarzysząca mu bezradność, patrzeć na takiego bezbronnego Robaczka, który się męczy.

Zaczynam mieć wrażenie, że kolka niemowlęca została wymyślona przez firmy farmaceutyczne żeby stworzyć popyt na kolejny lek. Mało tego, skutecznego leku szukać jak ze świeczką. Próbowaliśmy już wodę koperkową, kropelki Dentinox, herbatkę koperkową i inne cuda wianki. Było przykładanie termofora z gorącą wodą do brzuszka, delikatne kręcenie nóżkami i standardowy, masaż relaksujący niemowlaka. A zapomniałbym jeszcze o suszarce i ogrzewanie brzuszka ciepłym powietrzem. I co? Gówno. Ujmując rzecz niezwykle lapidarnie.

Zdjęcie: Paul Goyette, Chicago CC-BY-SA-2.0

 

Komentujemy

Komentarze