Pamiętam jak za dzieciaka na osiedlu, na którym dorastałem, pojawiła się zajawka na grę w hokeja na rolkach. To był jeden z tych genialnych pomysłów, który nie pozwalał się nudzić w czasach, gdy telefony komórkowe oglądaliśmy tylko w teledyskach na MTV, a Internet był tak kurewsko drogi, że korzystało się z niego w bardzo ograniczonym zakresie. Czyli jakieś 8-10 godzin w miesiącu.

No i nagle ktoś wpadł na pomysł z tym hokejem. Ktoś tam miał stary kij, komuś innemu kupili rodzice, a jeszcze komuś kij wystrugał wujek stolarz. Ja wpadłem na pomysł, że skoro taki kij nie wymaga żadnej wiedzy z zakresu projektowania i inżynierii to zrobię go sobie sam. Dorwałem dwa kawałki w miarę prostego drewna o różnej długości i połączyłem je z sobą niezliczoną ilością gwoździ i wkrętów. Bardziej to przypominało maczugę niż kij do hokeja ale zostałem dopuszczony do gry. Po pierwszym mocniejszym kontakcie kija z betonem jego krótsza część wystrzeliła w powietrze z takim impetem, że tylko refleks kumpla uchronił go przed bliskim kontaktem z orężem zagłady i zniszczenia. Obyło się bez tragedii, ale więcej nie zagrałem. Innym razem dorwaliśmy z jakąś starą książkę typu DIY. Przedmiotem naszego zainteresowania był miotacz grochem. Wyglądem przypominał karabin z dużym lejkiem u góry i korbą do kręcenia. Groch jako amunicję wrzucało się od lejka i rozkręcając z całych sił korbę miotało się warzywem na wszystkie strony. Taka była teoria. Nie doszliśmy jednak do tego etapu bo przy pracach konstrukcyjnych przebiłem sobie palca gwoździem i odechciało mi się zabaw w projektanta broni. Seria porażek skutecznie odwiodła mnie od jakichkolwiek zabaw w temacie DIY. Syndrom niespełnionego majsterkowicza towarzyszył mi przez lata.

Wiecie, że lubię gotować? W kuchni budzi się we mnie prawdziwa bestia kulinarna. Nie boję się eksperymentować, łączyć smaki i wchodzić w nieznane wcześniej żywieniowe klimaty. Gotowanie mega mnie odpręż (podobnie jak zakupy). Na przyprawy zarezerwowaną mam największą z szuflad w kuchni. Jest tam chyba wszystko czego dusza zapragnie. I przy okazji spory bałagan…Nigdy nie mam czasu na poukładanie i posegregowanie wszystkich saszetek, torebeczek czy pojemników. A dopóki szybko znajdowałem do tej pory to czego w danym momencie mi potrzeba nie widziałem w takim stanie rzeczy żadnego problemu. Gdzieś po drodze widziałem co prawda różnego rodzaju separatory do szuflad, ale nigdy nie byłem przekonany do ceny takiego rozwiązania. Coś mi w tym nie siedziało. Kilka zbitych z sobą kawałków drewna w cenie 60, 80 czy 100 pln. Przecież mogę ogarnąć temat samemu. No i obudził się we mnie majsterkowicz…

W tajemnicy przed małżonką, z pośpiesznie zrobionymi pomiarami szuflady, pojechałem do Leroy Merlin. Wpadłem na dział z drewnem coś tam wymierzyłem, wyważyłem i wrzuciłem do koszyka kilka sosnowych desek. Do tego paczka wkrętów do drewna i najważniejsze – farba. Farba, to jest to! Co tam zwykłe drewno jak można nadać mu charakter, spersonalizować taki separator, włączyć go do klimatu, w jakim zaaranżowana została kuchnia. Z pełnym koszykiem czułem się jak MacGajver! Nie zmartwił mnie nawet fakt, że tego dnia na miejscu nie było stolarza i wszystkie deski musiałem przyciąć sobie sam. Mają tam taki kącik przy kasach z zestawem pił do drewna, metalu i innych dupereli. Tnąc kolejne deski ogarniała mnie euforia jak Noego przy budowaniu arki. Wszystkie materiały udało mi się niepostrzeżenie przemycić do mieszkania. Poprosiłem małżonkę o chwilę cierpliwości i zamknąłem się na balkonie. Chwila trwała jakieś 4 godziny…

separator kuchenny do szuflad

separator kuchenny do szuflad

Do tej pory myślałem, że najwięcej negatywnych emocji wyzwala we mnie składanie mebli z Ikei. Cofam. Składanie separatora do szuflady wg bliżej niesprecyzowanej koncepcji to mega hardcore. Szczególnie gdy okazuje się, że kolejne kawałki konstrukcji (w założeniu tej samej długości) różnią się od siebie nawet o 0,5 cm. A kiedy już udało mi się złożyć wszystko w jedną całość i dumny niczym paw wkroczyłem do kuchni żeby zaprezentować moją arcykonstrukcję okazało się, że… jebnąłem się w obliczeniach i separator nie wchodzi do szuflady.

separator kuchenny do szuflad

Moją tajemnicą pozostanie jak udało mi się wyjść z opresji. It works! Moje maleństwo nareszcie na swoim 😉

separator kuchenny do szuflad

separator kuchenny

Codziennie widzimy się na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.

Komentujemy

Komentarze