Scenariusz jest z reguły taki sam. Spotykamy się w gronie rodziny czy znajomych na obiedzie, wódce albo przy czytaniu poezji i pada to złowrogie pytanie: – Jak to nie jesz mięsa? – No nie jem. – Ale, że co? Nawet kurczaka? – No nie. – Boże, to co Ty będziesz jadł?!

Czasem mam ochotę odpowiedzieć, że gówno. Ale to nieprawda. Prawdą jest natomiast to, że czuję się jakbym musiał udowadniać wielu ludziom, że codziennie oszukuję śmierć bo udaje mi się przetrwać bez mięsa. Bez kurczaka również. Jakbym trwał w niekończącym się scenariuszu pt: Radek, człowiek, który oszukał przeznaczenie .

Na początku przygody z “niejedzeniemięsa” traktowałem tą daleko idącą troskę o moje zdrowie ze zrozumieniem. Bo oto, z dnia na dzień, z człowieka uwielbiającego wołowinę, jagnięcinę i dziczyznę stałem się miłośnikiem żywienia bezmięsnego. Rozumiem ten szok i niedowierzanie, jaki dotknął moje otoczenie. Ale na litość boską. Świat nie kończy się na mięsie. Ba! Można wręcz powiedzieć, że w tym miejscu zaczyna się inny wymiar kulinarnej przygody.

Poszerzam horyzonty kulinarne, uczę się łączenia zupełnie nowych produktów, odkrywam nieznane dotąd smaki. Jestem pozytywnie nakręcony na tego typu kuchnię. Spędzam więcej czasu, wyszukując nowe przepisy i przygotowując kolejne potrawy. Z różnym efektem. Raz jest tak pysznie, że mógłbym jeść przygotowane danie cały tydzień, kiedy indziej z kolei myślę sobie, że ten, kto wpadł na pomysł danej potrawy musiał być desperatem. W ostatecznym rozrachunku cały ten projekt no meat wychodzi mi na plus. Czuję się dobrze, wyniki krwi nie budzą zastrzeżeń, a waga w miarę się ustabilizowała.

Czy polecam zatem rezygnację z mięsa? Nie. Zmiana nawyków żywieniowych w moim przypadku nie ma podłoża ideologicznego. Dlatego też nie czuję wewnętrznego imperatywu, który budziłby we mnie konieczność szerzenia antymięsnej kampani wśród rodziny i znajomych. Tu nie ma żadnej, wielkiej filozofii. Nie jem, bo taka dieta sprawia, że pod wieloma względami, czuję się lepiej. Tyle i tylko tyle.

Bądź na bieżąco ze wszystkimi wpisami.
Wpadnij na Facebooka. Do zobaczenia.

Komentujemy

Komentarze