Nigdy nie mieliśmy wątpliwości, że tego chcemy. Problemem pozostawał czas. Nie czas na spełnienie marzenia, o którym piszę, ale moment by o tym zadecydować. W końcu postawiliśmy kropkę nad “i”. I udało się.

Ostatnie 3-4 lata to czas, kiedy nieustannie pracowaliśmy nad zagwarantowaniem sobie jeszcze większej stabilizacji życiowej. Od kiedy bowiem dowiedzieliśmy się, że dołączy do nas Mia, nasze oczekiwania wobec rzeczywistości zmieniły się. Niektórzy nazywają to zmianą priorytetów. Moim zdaniem po prostu zintensyfikowaliśmy pewne działania, żeby zwiększyć poziom bezpieczeństwa rodziny. Zmiana miejsca zamieszkania, nowa praca, własne “M”. Udało się. Po drodze oczywiście od groma perypetii, przygód i rozczarowań. Ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Do tego dołączyć należy także naszą aktywność turystyczną. Wyjeżdżamy częściej, odkrywamy nowe miejsca w najbliższej okolicy oraz te bardziej odległe. Wyjazdy i spędzanie czasu poza domem pozwalają na zachowanie higieny psychicznej. Trzeba się zresetować od czasu do czasu. I jestem dumny z tego, że obecnie znajdujemy się na etapie życia, które w zdecydowanie większym stopniu, niż jeszcze kilka temu, pozwala nam na taką swobodę w wielu aspektach. I jest fajnie.

Zaczęło się robić jednak zbyt wygodnie. Pewnie, że każdy normalny człowiek dąży do tego, a w życiu nie chodzi o to by robić sobie pod górkę. Cała zabawa polega na maksymalizowaniu szczęścia. Nawet jeśli wymaga to wyjścia poza strefę dotychczasowego komfortu. A co, jak nie spełnianie marzeń może dać więcej szczęścia?

Dlatego na zakończenie chcę Ci coś powiedzieć. W styczniu 2018 zrealizuje się nasze wielkie marzenie. Po raz kolejny otworzymy najdroższe wino na świecie. Trzymajcie kciuki i bądźcie z nami.

Dzięki.

Komentujemy

Komentarze