Pamiętam rozmowę z jednym z moich szkolnych kolegów w czasach, gdy w telewizorni furorę robił teledysk Call on Me by Eric Prydz. Kumpel powiedział wtedy, że marzy o tym, by być tym ręcznikiem, którego używa jedna z gimnastykujących się pań w teledysku. Wtedy popatrzyłem na niego, jak na osobę z zaburzeniami seksualnymi. Dziś mam podobne marzenie. Nie dotyczy ono owej pani, a mojej żony, a zamiast ręcznika chciałbym być rogalem do spania w ciąży.

Przyszedł bowiem taki czas, że noce dla Małgosi zaczęły być coraz mniej spokojne. Pojawiły się kłopoty z zaśnięciem i przede wszystkim z wygodnym ułożeniem się do snu. Z pomocą przyszedł “pan rogal”. Długa i gruba, jak malezyjski wąż boa, poduszka, pożyczona od koleżanki – mamy, miała okazać się pomocna. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Małgosia szybko znalazła ulubioną pozycję dla brzuszka i czule wtulona w rogala, zasypia szybciej niż dotychczas. Brzuszek wygodnie układa się na miękkiej poduszce, nic nie uwiera, nie gniecie. Pełen komfort.

Gdzieś tam z boku leżę sobie jednak ja. Ani to się przytulić – bo rogal wystaje. Ani wykonać gwałtowniejsze ruchy – bo rogal wystaje. Jestem zazdrosny. Żyjemy w trójkącie i wcale mi się to nie podoba.

[updated 17.09.2017]

Co tu dużo pisać. Historia zatacza koło. W naszym życiu znowu pojawił się on. Rogal ciążowy. Tym razem taki jakby bardziej na wypasie. Większy, bardziej miękki i przytulny. Cóż…

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Zajrzyj do nas i zostań na dłużej.

Komentujemy

Komentarze