W rodzinnym archiwum mam zdjęcie, na którym jako pulchny 2,5 może 3 latek stoję na słupku granicznym pomiędzy Polską a Czechosłowacją. Fotka pochodzi z jednej z pierwszych, górskich wędrówek z moimi rodzicami. Historia zatoczyło koło i teraz to ja stoję za aparatem, a obiektem sesji jest prawie trzyletnia córka. Co prawda Czechosłowacji już nie ma, ale rodzinne kultywowanie górskich wędrówek trwa. I mimo tych wszystkich lat spędzonych na szlaku wróciłem do momentu, w którym zaczynam uczyć się gór od początku.

W życiu nałaziłem się trochę po górach. Wiosną, latem, jesienią i potwornie mroźną zimą. Góry Opawskie, Kambryjskie, Pennińskie, Brecon Beacons, Sudety, Beskidy, Tatry, Dolomity. Przez ten cały czas dbałem o to żeby pogłębiać swoją wiedzę o bezpiecznym uprawianiu turystyki górskiej. Zdobyłem przydatne umiejętności z posługiwania się profesjonalnym sprzętem górskim i wiedzę o szacowaniu niebezpieczeństwa jakie czeka na turystów na szlaku, a także kilka innych umiejętności. Nieustannie ciągnęło mnie i wciąż ciągnie w góry. Chcę iść jeszcze dłużej, dalej i wyżej.,,

W pewnym momencie, kiedy na świat przyszła M. zacząłem zastanawiać się jednak na ile przyjdzie mi się pożegnać z górami? Próbowałem sobie to wszystko racjonalizować. Oto teraz jestem odpowiedzialnym ojcem trzeba trochę więcej w domu posiedzieć, dzieckiem się zająć i odpuścić choćby Tatry na jakiś czas, nie wspominając już o większych planach. Szybko okazało się jednak, że dziecko to nie koniec świata, a wyjście z małą na szlak to niesamowita przygoda i możliwość uczenia się gór od początku.

Pierwszy raz, całą rodziną, wybraliśmy się w Tatry kiedy M. miała 8 – 9 miesięcy. Głęboka zima, mocno na minusie, a my ochoczo mknęliśmy Doliną Kościeliską [Tatry z niemowlakiem zimą. Porady praktyczne]. Ludzie patrzyli na nas jak na idiotów i pukali się w czoło. Kolejny wypad przypadł w okolicy maja. Tym razem Trzy Korony w Pieninach. Kolejny wypad to ponownie Tatry, tym razem letnią porą gdzie dotarliśmy nad Czarny Staw Gąsienicowy. W sezonie jesiennym trochę odpuściliśmy ale wraz z pojawieniem się srogiej zimy w górach ponownie wróciliśmy na szlak. I ponownie w Tatry.

Podczas wcześniejszych wyjść w góry zawsze byłem skupiony na tym co przede mną – pogrążoną w chmurach przełęczą czy wznoszącym się w oddali szczytem. W czasie wędrówki z dzieckiem zacząłem dostrzegać jednak rzeczy, obok których wcześniej często przechodziłem zupełnie obojętnie. Mało tego, nauczyłem się nawet opowiadać o tych rzeczach i wyjaśniać skąd się wzięły. Od powalonego drzewa, przez ułożone jeden na drugim kamyki przy drodze po pasące się w oddali owce. Dla mnie te rzeczy były od zawsze. Stanowiły tak naturalną część górskiego krajobrazu, że wręcz przestałem je dostrzegać. Teraz jest zupełnie inaczej. Opowiadam o wielkiej wichurze, która przeszła i powyrywała wszystkie drzewa, o nieznanym Panu, który przechodził szlakiem i ułożył sobie małą wieżę z kamyczków oraz o puszystych i przytulnych owieczkach, które jedzą trawę i dają zdrowe mleko, z którego robi się pyszne serki. Opowiadam o niedźwiedziach, które zapadły w sen zimowy, o wilkach, które żyją w watahach i orłach, które kilkukrotnie widziałem. Wyjaśniam jak to się stało, że kamienie na szlakach są tak równo poukładane, dokąd płynie strumień i dlaczego góry są takie wysokie. Na adrenalinę jeszcze przyjdzie czas…

-Tata a pokazes mi jak sie chodzi po takich kamyckach i tak wysoko sie spina w górach?
Pewnie myszko…

TataStory.pl

Codziennie widzimy się na Facebooku. Wpadnij do nas i zostań na dłużej.

Komentujemy

Komentarze