Prolog: Nie unoszę się dumą. Nie obrażam na pomysłodawców i ich gest regularnego obdarowywania rodziców pieniędzmi. Dobrzy ludzie są potrzebni, a pieniądze tym bardziej. Program Rodzina 500+ to hojne, dobroduszne i takie prorodzinne. Zanim jednak zaczniemy szerzyć ochy i achy, to w ramach konsultacji społecznych dorzucam słów kilka do idei tego największego programu skierowanego do polskich rodzin po 1989 roku.

Dzieci – podstawa dobrego biznes planu

500 PLN na dziecko to niczego sobie kwota. W zasadzie obowiązywać ma na drugie i kolejne dziecko. Projekt zakłada jednak próg dochodowy 800 PLN na osobę, który gwarantowałby wypłacanie kasy również na pierwsze dziecko (jeśli członkiem rodziny jest dziecko niepełnosprawne to dochód rodziny w przeliczeniu na osobę nie może przekroczyć 1200 PLN). Tak sobie myślę, że przy trójce dzieci suma środków do pozyskania wynosić będzie 1500 PLN (tak podpowiada mi moja matematyka), a to w przypadku małych miejscowości niejednokrotnie oznacza wartość odpowiadającą wypłacie. Do czego zmierzam – otóż moje obawy podążają w kierunku osób, które korzystając z programu wypracują sobie całkiem dobrze prosperujący model biznesowy. Oczywiście, na tyle, na ile pozwolą ich lokalne warunki. Idąc dalej można by pokusić się o prognozę, że kasa na wyciągnięcie ręki rozbudzi w rodzicach pierwiastek bierności zawodowej. Po cholerę iść na 8h do pracy, skoro podobną sumę można dostawać za siedzenie w domu. I to z dziećmi! O ile program zachęcić ma młodych Polaków do zakładania i poszerzania rodzin, to równie dobrze może obniżyć w nich potrzebę inwestowania we własny rozwój, kształcenie się, myślenia o karierze, a tym samym odbić się na wnoszeniu realnej wartości do rozwoju gospodarki – w postaci płaconych podatków i kasy wydawanej z wypłat. Jestem też zdania, że taka zachęta materialna może nawet wpłynąć na decyzję rodzica o wycofaniu się z rynku pracy.

Mógłbym w tej części rozpisywać się jeszcze o patologicznych zjawiskach, przybywaniu niechcianych dzieci przeliczanych na kasę i wydłużających się kolejkach pod monopolowymi. Odpuszczę jednak te kwestie.

Jestem bogaty ale 500 PLN piechotą nie chodzi – czyli kryterium dochodowe

Jak przeczytać można na stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Program „Rodzina 500 plus” to wsparcie dla wszystkich rodzin. 

Jedynym przypadkiem, który wskazuje tutaj próg dochodowy, jest ubieganie się o kasę również na pierwsze dziecko (wspomniane wyżej progi dochodowe 800 PLN i 1200 PLN). Nagle okazuje się jednak, że pomimo iż program adresowany jest do wszystkich, bez górnej granicy dochodów, to może Ci bogaci, albo Ci którym powodzi się nieco lepiej nie powinni sięgać po tą kasę? W przeciwnym wypadku skompromitują się.

I kto teraz pomoże mi, biednemu robaczkowi samookreślić się i ustalić do której grupy należę, tak żebym nie budził się co miesiąc z moralnym kacem? Jeśli z moich kalkulacji wynika, że mogę śmiało sięgnąć po darmową kasę, a z kalkulacji mojego sąsiada wynika, że jeśli to zrobię to będę skończonym chamem, żerującym na dobrym geście Państwa, to kto ma rację?

Skoro coś mi przysługuje, to dlaczego mam mieć opory z tego skorzystać? To tak jak ze stypendium na studiach. Nie ważne czy z zawodu jestem synem i prowadzę dorosłe, studenckie życie za pieniądze rodziców, czy też na moje wykształcenie składa się pół wioski – jeśli osiągnąłem konkretne wyniki w nauce korzystam z kasy, która mi przysługuje.

Niestety uważam, że w obecnym zapisie projekt może prowadzić do szerzenia społecznej stygmatyzacji osób, korzystających z przysługującego im przywileju, jeśli te w czyjejś opinii uznane zostaną za „zbyt bogate” na ten dodatek. Jestem również zdania, że mogą pojawić się nawet przypadki, kiedy ludzie będą wstydzili się przyznawać do pobierania pieniędzy, właśnie w obawie przed sąsiedzkim linczem moralnym. Zamiast wystawiać rodziny na społeczny ostracyzm i narażać na stygmatyzowanie, bo pobierają kasę, która wg sąsiada im się nie należy – wprowadźmy progi dla dochodów. Simple.

Wielki Brat paczy!

Art. 8. projektu ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci – Program Rodzina 500 plus (Projekt z dnia 22 grudnia 2015 r.) mówi:
W przypadku gdy osoba uprawniona do świadczenia wychowawczego marnotrawi wypłacane jej świadczenie wychowawcze lub wydatkuje je niezgodnie z celem, organ właściwy przekazuje należne osobie świadczenie wychowawcze w całości lub w części w formie rzeczowej.

Czyli co, niby wierzymy w rozsądek rodziców i „właściwe” wykorzystanie przyznanej kasy, ale jednak furtka bezpieczeństwa pozostaje otwarta. Na moje oko przezorny zawsze ubezpieczony i wypadałoby zbierać wszystkie paragony, stwierdzające przeznaczenie wydatków. Po lekturze projektu ustawy nie odnajduję jednak zapisów wskazujących dokładnie, jakie powinno być przeznaczenie otrzymywanej kwoty. Wiemy, że jest to kasa na wsparcie w wychowywaniu dzieci. Dla jednych będzie to kupno nowych spodni do szkoły, dla innych lekcje angielskiego, a jeszcze ktoś inny postanowi sprezentować dziecku drona, mając na uwadze rozwijanie jego zainteresowań i wspieranie pasji. No to co, ufamy sobie i traktujemy nawzajem poważnie czy zbieramy paragony?

Celem świadczenia wychowawczego jest częściowe pokrycie wydatków związanych z wychowaniem dziecka, w tym z opieką nad nim i zaspokojeniem jego potrzeb życiowych. (Rozdz. 2 art. 4. pkt. 1 Projekt ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci Projekt z dnia 22 grudnia 2015 r. – Program Rodzina 500 plus).

P.S. Przekazywanie należnego świadczenia w całości lub w części, w formie rzeczowej. Bony, vouchery, kartki na żywność? Na upartego można je spieniężyć, a kasę „marnotrawić” dalej.

Być jak Robin Hood, czyli skąd wziąć kasę? 

Choćbyś był nie wiadomo jak zajebistym Robin Hoodem, zawsze może znaleźć się wkurwiony szeryf z Notthingham, który dostanie po kieszeni za Twoje hojne eskapady. Jeśli w budżecie faktycznie zabezpieczone są środki na realizacje programu 500+ to czapki z głów. Jednak co w przypadku gdy trzeba będzie poszukać dodatkowej kasy? Podatek sektorowy od banków i supermarketów? Moje drogie Żuczki, fakt, że nie jestem ekonomistą wcale nie zwalnia mnie z wyciągania logicznych wniosków z zachodzących procesów. W jaki sposób banki będą chciały zrekompensować sobie owy „podatek” i poniesione z tego tytułu koszty? Mówi się, że mogą pójść w dwie strony – zwiększyć marżę na kredytach hipotecznych albo zwiększyć opłaty bieżące np. za posiadanie kart, prowadzenie rachunków, przelewy internetowe, wpłaty, wypłaty, etc. Kto dostanie po dupie? W pierwszym przypadku właśnie te młode małżeństwa / pary, które tak zachęca się do podejmowania odważnych decyzji o zakupie własnego „M”. Dlaczego? Bo raty kredytów będą większe. Finansowane więc będzie posiadanie dzieci, ale jednocześnie bariera „wejścia” do strefy mieszkaniowego komfortu zostanie dla rodziców czy par podniesiona. W drugim – wszyscy.


Epilog

Jeśli faktycznym priorytetem dla rządu jest rodzina, niech stworzone zostaną lepsze warunki do jej zakładania. Niech prorodzinna polityka rządu sprawi, że kredyty w bankach będą tańsze, co przełoży się na więcej odważnych decyzji o kupnie własnego „M”, niech pensje będą wyższe, niech umowy śmieciowe zostaną zlikwidowane, niech obiady w szkołach będą darmowe, niech w szkołach dostępna będzie bezpłatna opieka dentystyczna dla dzieci. Niech x 500…

Na zakończenie umówmy się, że 500 PLN piechotą nie chodzi i pewnie każdy ucieszy się, jeśli wpadnie do kieszeni. Mam jednak obawy, że ta „inwestycja” – jak nazywany jest projekt – w proponowanej formie odbije nam się wiele razy czkawką zanim przyjdzie moment, w którym  zacznie się zwracać. Jeśli w ogóle zacznie się zwracać…

Codziennie jesteśmy na Facebooku.
Wpadnij do nas i zostań na dłużej.

 

Komentujemy

Komentarze